piątek, 29 sierpnia 2025

Moje opinie na temat wszystkich odcinków trzeciej serii „I tak po prostu...”

Posty oryginalnie były publikowane na mojej stronie na Facebooku.

***



S03E01 – Outlook Good

W jednej z pierwszych scen odcinka Carrie i Charlotte towarzyszą Mirandzie podczas wizyty w lesbijskim barze. Dlaczego? To wyjaśnia pierwszy żart w tym sezonie:

„–  Guys, thanks. I couldn’t do another one of these lady bars alone with no one coming up to talk to me. It was like law school, minus the penises.

– So, not law school”.

Dzięki za tę ripostę, Carrie. Dobrze wiedzieć, że serial utrzymuje stały poziom humoru.

W barze do Mirandy uśmiecha się sporo młodsza kobieta, więc Carrie i Charlotte wychodzą, żeby dać im przestrzeń do flirtu. Kobieta okazuje się byłą nianią Brady’ego, która po prostu chciała zagadać. Miranda nie pamiętała nawet jej imienia, co mnie zdziwiło. Rozumiem, że osoby, która dla ciebie pracowała wiele lat temu, można nie poznać z wyglądu, bo ludzie się zmieniają, ale że imię nic jej nie mówiło?

Za długo się nad tym zastanawiam, ktoś po prostu chciał wsadzić tu zabawną scenkę, w której Miranda tłumaczy prawie obcej osobie, że została lesbijką i niepijącą alkoholiczką. Swoją drogą przewiduję, że w tym sezonie dalej nikt nie weźmie pod uwagę opcji, że osoba, która miała wiele związków romantycznych i seksualnych z mężczyznami, a jednego zdradziła z osobą niebinarną, może być jednak bi, a nie homo.

Mirandzie udaje się w końcu kogoś poznać. Gdy już wszystkie młodsze osoby wyszły, poza Mirandą w barze została jedna kobieta w zbliżonym do niej wieku, Mary. Uwagę zwraca fakt, że w porównaniu do innych osób w barze ubrana jest dość skromnie i nie ma makijażu. Po upojnej nocy spędzonej z Mirandą okazuje się, że dla Mary był to pierwszy raz, nie tylko z Mirandą, ale z kimkolwiek. Nigdy wcześniej nie uprawiała seksu, bo jest zakonnicą.

Seema w buduarowej kreacji leży na łóżku i oczekuje połączenia wideo ze swoim facetem reżyserem, który jest bardzo zajęty kręceniem filmu w Egipcie. Połączenie przychodzi, niestety od asystenta, który oznajmia, że jej facet będzie jeszcze bardziej spóźniony, niż miał być. Sfrustrowana Seema odpala papierosa w łóżku, doprowadzając do małego pożaru, którego największą ofiarą są jej włosy, które fryzjer musi skrócić o trzy cale.

Zaczyna się wątek Charlotte, która ma spinę z kobietą twierdzącą, że podczas jednego z poprzednich spacerów pies Charlotte został spuszczony ze smyczy pogryzł jej psa. Tutaj robi się naprawdę gęsto i powiem tyle, że w ciągu minuty dostajemy: bekę z beki z tak zwanych Karen, wzmiankę o wegańskich bijatykach o smoothie, dyskredytowanie ruchu na rzecz wierzenia zeznaniom kobiet, które padły ofiarą przemocy, nabijanie się z osób krytykujących przemysł tekstylny z powodu jego negatywnego wpływu na środowisko i obronę psa przed atakami słownymi wymierzonymi w jego masę ciała.

Dalej ten wątek rozwinie się tak, że pies Charlotte zostanie scancellowany (tak, właśnie to słowo pada), bo właścicielka pogryzionego psa wstawiła na jego temat posty na Instagrama. Charlotte przez to nie będzie mogła znaleźć nowej osoby do opieki nad psem, więc w końcu zdecyduje się dać oskarżycielce pieniądze na pokrycie rachunków medycznych pogryzionego psa. W tej scenie przybiegnie drugi pies, prawdziwy winowajca, i okaże się, że kobieta się myliła, a my od początku powinniśmy byli jej nie wierzyć, bo przecież ubiera się kiczowato.

Nawet jak na ten serial jest to wątek wyjątkowo płytko i bez zrozumienia podchodzący do bieżących tematów społecznych. To jazgot na temat tego, że cancellowanie jest złe, a osobom wnoszącym oskarżenia wobec dobrych chłopaków, którzy nigdy by przecież czegoś takiego nie zrobili, na pewno coś nie pomyliło, a w ogóle to są brzydkie. Jeśli nie widzieliście odcinka i podejrzewacie, że ja tu coś nadinterpretuję, dopisuje znaczenia do głupawej historyjki o niewinnym psie – chciałabym, żebyście mieli rację. W stosunku do psa zostaje przytoczona retoryka obrońców gwałcicieli i to z tą stroną mamy się zgadzać jako widzowie, a cała historia budzi skojarzenie z Central Park Karen, tylko że tamta kobieta naprawdę spuściła psa ze smyczy, a w fikcji tego odcinka oskarżenia to pomówienia.

Najprostsza interpretacja jest taka, że serial chce nas przekonać, żebyśmy nie wierzyli oskarżeniom o przemoc kierowanym wobec osób, co do których wydaje nam się, że są niegroźne, a przy okazji poucza nas, że zachowania uprzywilejowanych, białych kobiet strategicznie wymierzone w osoby zmarginalizowane (czyli znanych z memów Karen) jest całkowicie w porządku i ludzie przesadzają. Na dokładkę mamy nabijanie się z troski o środowisko, jakby wyłącznie po to, żeby w zupełnie każdej sprawie stanąć po złej stronie historii. Nie chcę przypisywać twórcom odcinka tak dużego pokładu złej woli, więc uznam to wszystko za niepomyślny efekt chęci wrzucenia do odcinka chodliwych (kilka lat temu) tematów bez zastanowienia się nad tym, że dokładają nie tyle cegiełkę, co potężny blok marmuru do krytyki postawy bohaterek „Seksu w wielkim mieście” jako właśnie kobiet w typie Karen, czemu naprzeciw próbowało wcześniej wychodzić „I tak po prostu…”.

Carrie jest teraz z Aidanem, jeśli nie pamiętacie z poprzedniej serii. Aktualnie Aidan przebywa w Wirginii i załatwia swoje sprawy rodzinne, ale planuje przeprowadzkę do Nowego Jorku, gdzie Carrie czeka na niego w zakupionym z myślą o wspólnym życiu domu tak olbrzymim, że poślizgnęła się, próbując biegiem skrócić czas poświęcony na przemierzanie hektarów posadzki. Nie może wstać i telefonicznie wzywa Mirandę na pomoc, ale wystarczy jedno cięcie i już swobodnie porusza się po kuchni, bo jednak nic się jej nie stało. Jest za to okazja, by pożartować z tego, że Miranda uprawiała seks z „Virgin Mary” i że gdyby przestała jej odpisywać, to byłby to „Holy Ghost”.

W tym odcinku nie mamy krzyczenia na pracowników obsługi, ale wątek Mirandy wyrabia normę pogardy wobec osób, które nie należą do grona astronomicznie bogatych nowojorczyków. Mary cały czas jest nam pokazywana jako nieatrakcyjna i śmieszna w tym, jak to w Nowym Jorku jest jedynie turystką. Miranda zamiast zerwać znajomość z kobietą, którą uważa za gorszą od siebie, nie przestaje wymieniać z nią wiadomości, już chyba tylko po to, żeby mieć się z kogo ponabijać. Jest to zwyczajnie przykry widok. Na koniec odcinka zrywają i wygląda na to, że Mary nigdy nie dowiaduje się, co tak naprawdę myślała o niej Miranda. Dla niej ich krótka relacja była ważnym momentem eksploracji siebie, po którym wraca do zakonu.

Lisa zbiera fundusze na serial dokumentalny przybliżający sylwetki dziesięciu wybitnych, ale nieznanych czarnych kobiet. Stacja ma tylko jeden wymóg: jedna z tych kobiet ma zostać wymieniona na Michelle Obamę. Lisa ma obiekcje, ponieważ serial miał być o kobietach, o których mało kto słyszał, ale z drugiej strony może być to dla niej szansa na poznanie byłej pierwszej damy, więc rozważa ofertę. Problem w tym, że to ona musiałaby zorganizować wejście w kontakt z Obamą i przekonanie jej do wystąpienia… Na szczęście nużącą ją kampanię wyborczą jej męża prowadzi facet, który pracował w Białym Domu, więc w kolejnych odcinkach zapewne Lisa wykorzysta ten kontakt.

Reżyser przylatuje do Nowego Jorku na wezwanie Seemy i niby już jest super, niby zarezerwował dla nich stolik na lunch w dobrej restauracji, ale zamiast taksówki po parę przyjeżdża van z filmowcami, bo w drodze na lunch reżyser chce jeszcze sprawdzić kilka nowojorskich przystani, w których mógłby kręcić. Oczywiście przez to nie wyrabiają się do restauracji, a Seema jest wkurzona, że zabrał ją ze sobą do pracy, bo nie na to się pisała, a w dodatku w vanie została poniżona poprzez poczęstowanie jej chipsami i napojem marki Sprite. W tym odcinku się rozstają, ale reżyser znajduje idealną przystań.

Carrie i Aidan mieli umowę, że nie będą ze sobą rozmawiać, póki on nie wróci do Nowego Jorku. Zamiast rozmawiać, wysyłają sobie pocztówki, których jedyną treść stanowi serduszko. Kolega gej Charlotte uważa, że to dość dziwne, i przez jego nieproszone komentarze dochodzi między nim i Carrie do małej scysji, ale na koniec odcinka się godzą.

Sama umowa o braku kontaktu zostaje zerwana przez pijanego Aidana siedzącego samego w samochodzie, który dzwoni do Carrie uprawiać telefoniczny seks. W trakcie odpala kolanem klakson, co rujnuje nastrój, ale tylko Carrie, która udaje orgazm dla przyjemności Aidana. Czuje się z tym źle, więc innego wieczoru dzwoni do niego, by przyznać się do kłamstwa i spróbować jeszcze raz, ale Aidan śpi w łóżku z synem, więc z planu nici.

Poza tym córka Charlotte buja się w jakimś tancerzu baletu, co być może będzie miało znaczenie w dalszych odcinkach.

Odcinek mogę podsumować jako zbiór początków dłuższych historii i mniej lub bardziej obraźliwych dla odbiorcy wypełniaczy czasu antenowego. Wątki Carrie i Lisy to to pierwsze, Charlotte i Seemy drugie, a Mirandy jest obraźliwy nie tylko dla odbiorcy, ale i samej postaci.

***



S03E02 – The Rat Race

Carrie spotyka się w barze z Lisette, która w podziękowaniu za stare mieszkanie Carrie daje jej własnoręcznie wykonany naszyjnik z numerem, pod którym się to mieszkanie znajduje. Przy okazji narzeka na aplikacje randkowe i stwierdza, że życie singielek w dziewiętnastym wieku, gdy zbudowano budynek z mieszkaniem niegdyś Carrie, a teraz Lisette, musiało być lepsze (to zdanie mogło paść tylko w serialu z odcinkiem o tym, że główne bohaterki nie chodzą na wybory), po czym wyrzuca telefon za plecy. Telefon trafia w jakiegoś typa, który odnosi go właścicielce i stawia jej drinka.

Charlotte i Lisa dowiadują się, że inne matki w szkole ich dzieci zatrudniają doradczynię do spraw studiów wyższych spoza szkoły, co najwidoczniej jest nielegalne. Donoszą o tym dyrektorowi, który mówi im, że same powinny były zaklepać sobie wizytę u tej drogiej, nielegalnej specjalistki, jeśli zależy im na przyszłości dzieci, ale teraz już na pewno nie ma terminów. Przy okazji serial robi sobie żarty z nieustannego lęku przed strzelaninami, w którym żyją uczniowie i pracownicy amerykańskich szkół.

Carrie pisze w ogrodzie nową książkę, o wyobrażonej dziewiętnastowiecznej singielce, gdy atakują ją szczury. Zamawia ekipę od deratyzacji i niestety konieczne jest ogołocenie ogrodu z roślin, by usunąć wszystkie nory.

Miranda uprawia hate-watching jakiegoś reality show o głupich biseksualistach. Być może to jakiś meta komentarz na temat zjawiska hate-watchingu „And just like that…”, ja już nie wiem. Rozmawia o programie z kelnerką w jednej restauracji, a potem próbuje ją wyrwać. Kelnerka okazuje się być hetero. Pod koniec odcinka Miranda stwierdza, że uderzy do reporterki BBC z finału drugiej serii, mimo że razem pracują.

Seema stwierdza, że ona uprawia hate-dating. Na czym to polega? Według zaprezentowanego przez nią przykładu na jechaniu po typie jak po łysej kobyle, bo zrobił magisterkę.

W pracy Seemy wszyscy wiedzą o jej problemach ze znalezieniem faceta, w końcu kolega stawia jej spotkanie ze swatką. Seema próbuje jej porad, ale czuje, że udaje kogoś innego, i ostatecznie rezygnuje z usługi.

Charlotte i Lisa wkręcają się na mecz baseballowy syna nielegalnej doradczyni i na trybunie proszą ją o spotkanie z ich dziećmi. Spotkanie udaje się zorganizować, ale dzieci są po nim bardzo zestresowane, bo wychodzi na to, że ich podania trzeba napisać od nowa. Współpraca kończy się w gniewie. Przy okazji dowiadujemy się, że tancerz baletowy odzwierciedla zainteresowanie Lily.

Carrie odwiedza Aidan. Rozmawiają o tym, że brak kontaktu się nie sprawdza. Ich relacja była jak ten ogród: z wierzchu piękna, pod spodem pełna szczurów. Aidan wraca do Wirginii i niby ma być lepiej, ale problemy z komunikacją trwają. Otóż Aidan odpisuje Carrie emotką i Carrie przez długie dnie zastanawia się, co z tym zrobić. W końcu odpisuje emotką na emotkę.

Deratyzacyjna metafora nie kończy się na poprzednim porównaniu. Ogród, który podobał się Carrie, został ogołocony do zera – nie ma już tego, co było. Teraz Carrie musi zdecydować, co chciałaby zasiać w jego miejsce, ale nie potrafi wybrać. Na tym kończy się odcinek.

Odcinek był wyjątkowo o niczym. Moja największa refleksja dotyczy tego, że Lisa chyba podbiera ubrania jakiejś pobliskiej grupie cyrkowej.

Seema dalej szuka faceta, Miranda dalej szuka dziewczyny, Carrie dalej jest z Aidanem, ale nie układa się najlepiej. Wątki swatki i doradczyni prowadziły donikąd. Przynajmniej kolega gej Charlotte otworzył stacjonarną piekarnię, wcześniej operował wyłącznie w dostawach.

Zastanawiam się jeszcze, czy ekipa deratyzacyjna na pewno powinna rozkładać truciznę w domu, w którym przebywa kot. Czy kot nie powinien zostać wcześniej tymczasowo przeniesiony?

***



S03E03 – Carrie Golightly

Zaczynamy od zainfekowania mojej wyobraźni koncepcją romantasy napisanego przez Carrie. To propozycja jej agentki podpowiadającej chodliwe gatunki, które Carrie mogłaby eksplorować jako autorka. Niestety Carrie nie jest zainteresowana, za to przyjmuje ofertę wyjazdu na konferencję do Wirginii, gdzie będzie miała okazję spotkać się z Aidanem.

Piekarnia kolegi geja Charlotte nie ma się za dobrze, więc obserwujemy, jak podczas otwarcia krzyczy na pracowników, jakby słaba promocja lokalu była ich winą. Sytuację ratuje wejście Lisy, która przyprowadziła ze sobą cały tłum klientów.

Teraz przechodzimy do wątku, który trudno mi skomentować, bo nie do końca wiem, co chciano nam tu przedstawić. Do Carrie dzwoni była żona Aidana i pyta, czy Carrie mogłaby skombinować w Nowym Jorku Adderall dla jej syna z ADHD, bo w całym kraju trudno o dostęp do tego leku, a Carrie ma różne znajomości w mieście, więc może jej się uda. Carrie jest zbita z tropu i czuje się, jakby wciągnięto ją w handel narkotykami. Gdy tylko wspomina o prośbie Lisie i Charlotte, te się ożywiają, bo doskonale znają problem. W kręgu ich znajomych matek funkcjonuje podziemie adderallowe i Charlotte udaje się załatwić lek w pięć minut. Czy to wszystko matki dzieci z ADHD, które pomagają sobie nawzajem w obliczu kryzysu dostępu do leku? Czy też serial chce nam powiedzieć, że te matki dają dzieciakom Adderall jako dopalacz i to przez nie brakuje leków dla osób z ADHD? Cała sprawa w zasadzie zamyka się w jednej scenie, później Carrie po prostu przekazuje Adderall Aidanowi i to tyle. Jestem bardziej zdziwiona, że potraktowano ten temat z doskoku, niż mam konkretną opinię. Nic więcej nie potrafię powiedzieć, więc przejdę do wątku Lisy.

Lisa napotyka na przeszkodę podczas pracy nad swoim dokumentem. Jej montażystka, która ze względu na macierzyństwo Lisy już spędziła osiem lat na pracy nad dokumentem, który planowo miał powstać w rok, dostała lukratywną ofertę pracy od Steve’a McQueena i chce ją przyjąć. Lisa próbuje ją przekonać do odrzucenia propozycji, bo zmiana montażysty będzie dla niej wyzwaniem, ale na szczęście ponosi porażkę w sabotowaniu kariery współpracowniczki. Na koniec odcinka przeprasza, a współpracowniczka zapewnia, że Lisa da sobie radę z dokumentem bez niej.

Charlotte też ma problemy w pracy. Jako żona i matka wraca z imprez w galerii do domu, zamiast chadzać na afterparty, gdzie jest najwięcej okazji networkingowych. Mam wrażenie, że tutaj serial chciał nam pokazać jak najbardziej prawdziwy problem, ale typowy raczej dla kobiet, które w przeciwieństwie do Charlotte nie są astronomicznie bogate. Jakoś nie czuję w sobie napływu współczucia, gdy myślę o tym, że kobieta z finansowych elit Nowego Jorku narzeka, że koniecznie musi wrócić do domu wcześniej, żeby ugotować dzieciom zupę.

Kolega gej Charlotte kłóci się ze swoim facetem, bo ten nie chce dłużej pracować w jego piekarni, a jest tak atrakcyjny, że przyciągał najwięcej klientów. Cały model biznesu, którego głównym filarem jest czerpanie korzyści finansowych z wdzięków pracowników, uważam za odrzucający, a tym bardziej nie jestem fanką nakłaniania partnera do roznoszenia chleba w obcisłych spodenkach, bo piekarnia upada. Życzę tej parze zerwania, a firmie rychłego bankructwa. No nie bawi mnie wyzysk pracowników z nadużyciem seksualnym w tle jako element komiczny. Na ten odcinek sprawa ma niestety nieszczęśliwe zakończenie z pracownikiem wracającym do pracy, by własnym sex appealem ratować januszex swojego chłopaka.

W tym odcinku prawie każda scena daje kolejne powody, by nie lubić bohaterów. Poza wyzyskiem, próbą manipulacji i narzekaniem na problemy łatwe do załatwienia pieniędzmi, gdy ma się kasy jak lodu, mamy tu jeszcze Mirandę, która co chwila wali jakieś niemiłe teksty na temat związku Carrie i Aidana. Też nie lubię tej pary, ale to nie ma nic do rzeczy – z perspektywy Mirandy jej przyjaciółka po prostu ma chłopaka w innym stanie, dlaczego być dla niej wrednym z tego powodu? Przynajmniej Miranda sama orientuje się, że krzywdzi przyjaciółkę, i przeprasza Carrie, mówiąc, że próbowała być zabawna, ale nie wyszło. Zachowanie Mirandy zdaje się wynikać z rozgoryczenia brakiem sukcesów na polu romantycznym. W tym odcinku jej los ma szansę się odmienić, bo rozwija swoją relację z Joy, reporterką z BBC.

Szef Seemy odchodzi na emeryturę i sprzedaje swoje udziały typowi, za którym Seema nie przepada, więc bohaterka idzie na urlop, by przemyśleć swoją przyszłość w firmie. Na urlopie leci z Carrie do Wirginii. (Na marginesie Carrie jest beznadziejną przemytniczką. Schowała Adderall w staniku i wyciągnęła go w samolocie, gdy dookoła kręciła się obsługa).

Charlotte i Harry idą na imprezę ze współpracownikami Charlotte. Tym razem planują wybrać się na afterparty, tylko że Harry jest po make-overze, o który poprosił Carrie, więc ma na sobie spodnie z rozporkiem tak skomplikowanym, że przy pisuarze nie jest w stanie ich rozpiąć na czas, przez co zalicza wpadkę i wraca do domu.

Charlotte idzie sama na afterparty, które okazuje się polegać na całonocnym clubbingu z wciąganiem kresek i umawianiem się na seks. Bohaterka próbuje pomóc swojej współpracowniczce wyrwać holenderskiego klienta, ale on wolałby przespać się z Charlotte. Charlotte nie jest zainteresowana, a poza tym chce już iść spać, więc wraca do domu, mimo że nie udaje jej się sfinalizować sprzedaży obrazu Holendrowi, co było jej celem na ten wieczór. Następnego dnia niewyspana sprzedaje obraz jakiejś kobiecie, która też nie spała, ale dlatego że ma dzieci. Być może to jakaś jej znajoma matka, ale nie pamiętam, żeby pojawiła się wcześniej. Morał chyba ma być w każdym razie taki, że bycie matką również stwarza okazje do networkingu.

Carrie miała spotkać się z Aidanem tylko na lunch, ale on spytał, czy chce zostać na noc, więc została. W następnym odcinku pewnie pozna jego synów. Ogólnie rzecz biorąc, Carrie była w tym odcinku najbardziej sympatyczną postacią: po prostu wspierała swoich przyjaciół i nie próbowała zniszczyć nikomu życia. Spodobała mi się tez scena, w której jadła z Seemą kurczaka z KFC bez żadnych komentarzy na temat tego, że olaboga, jedzą fast food, jak to było pokazywane w poprzednich odcinkach, gdy ktoś zjadł frytkę czy chipsa. Nie wiem tylko, dlaczego jadły tego kurczaka w łóżku, krusząc na pościel.

***



S03E04 – Apples to Apples

Carrie poznaje synów Aidana. Średni jest przyjazny, a młodszy zachowuje dystans i szorstko odnosi się do gościni. Z dalszych scen dowiadujemy się, że ciężko znosi rozwód rodziców i nie podoba mu się, że spotkania rodzinne, jak urodziny najstarszego, dorosłego brata, odbywają się z udziałem nowych partnerów rodziców. Jego niemiłe podejście z czasem zmieni się w agresję.

Lisa szuka nowe montażystki, ale znajduje montażystę. Waha się, czy go zatrudnić, ponieważ projekt dotyczy historii kobiet, więc potencjalnie może ją spotkać hejt (wątpię, by realnie tak się stało). Z powodu stresu mówi przez sen i nie daje mężowi spać. On chce na kilka dni przenieść się do pokoju gościnnego, ale Lisa protestuje, bo byłaby to jej zdaniem oznaka rozpadu małżeństwa. Żeby nie mówić przez sen, sama zarywa noc, aby tylko pozostać w jednym łóżku. Jeśli coś ma doprowadzić do rozpadu tego związku, to prawdopodobnie będzie to niewyspanie i przemęczenie obojga partnerów w imię… nie wiem, jakiejś porady z prasy kobiecej?

Tancerz baletowy, z którym umawia się Rose, jest poliseksualny i poliamoryczny. I to tyle. Myślałam, że ten temat zostanie rozwinięty, że Charlotte i Harry będą mieli jakiś problem z zaakceptowaniem faktu, że chłopak ich córki ma chłopaka, ale nie, a przynajmniej jeszcze nie w tym odcinku.

Seema odchodzi z pracy, ponieważ jej nazwisko miałoby zniknąć z nazwy firmy. Planuje założyć własne biuro nieruchomości. Nic więcej nie dzieje się w jej wątku.

Miranda występuje w BBC i przypadkowo zostaje memem, ponieważ wypowiada „wild countryside” w taki sposób, jakby chciała powiedzieć „wild cunt”. Następnego dnia Joy odwołuje ich randkę, bo jej spotkanie z przyjaciółmi się przeciągnęło z powodu jej spóźnienia. Miranda zastanawia się, czy to nie wymówka, a na drodze do jej sukcesu romantycznego nie stanął przypadkiem mem. Carrie doradza, żeby po prostu zaprosiła całą grupę, wtedy pozna odpowiedź. To działa, Joy odwiedza ją wraz ze znajomymi, którzy uważają mem za przezabawny. Sama Joy wydaje się nieobecna duchem i Miranda myśli, że jest spalona w jej oczach, ale gdy reszta gości sobie idzie, rozmawiają o tym wprost i okazuje się, że Joy po prostu tak reaguje, gdy ktoś jej się podoba. Spędzają razem noc.

Harry ma problem z erekcją, co aktywuje u niego strach przed starością. Boi się, że zmienia się w swojego ojca, tylko że zaraz dowiadujemy się, że jego ojciec, który akurat jest u nich w gościach, ogląda pornosy i umówił się z sąsiadką na seks. W każdym razie Charlotte i Harry utwierdzają się nawzajem w przekonaniu, że bez erekcji ich małżeństwo dalej będzie udane, no i spoko.

Prawdziwe sedno odcinka to spotkanie rodzinne z okazji urodzin najstarszego syna Aidana. Podczas gry w grę planszową najmłodszy syn przegrywa, co wywołuje u niego agresję, przez co wszystkie problemy rodzinne wychodzą na jaw. Nie może znieść obecności Carrie i chłopaka matki. W końcu wychodzi z domu i z podwórka wybija okno w salonie.

To prowadzi do dyskusji na temat przyjmowania przez niego Adderallu. Matka uważa, że podawanie mu leków na ADHD przepisanych przez lekarza jest konieczne, Aidan sądzi inaczej – jego zdaniem to podawanie dziecku używek, gdy syn już po nie sięga (to ten syn pił alkohol pod nieobecność ojca w poprzedniej serii). Dowiadujemy się też, że Aidan ma żal do partnera byłej z powodu wtrącania się w wychowanie ich dzieci. Nie wiemy dokładnie, o co chodzi, ale zakładam, że poparł partnerkę w kwestii Adderallu. Oczywiście Aidan ma też za złe byłej, że wciągnęła Carrie w przemyt leku.

Carrie nie chce podważać decyzji Aidana i zapewnia go, że gdyby wiedziała, że jest przeciwko Adderallowi, nigdy by go nie przywiozła. Całość przebiegu wizyty sprawia, że Carrie zaczyna naprawdę wierzyć, że Aidan musi być z synami w Wirginii bez niej, wcześniej czuła, że nie jest to konieczne, chociaż zapewniała Aidana, że w pełni rozumie jego decyzję. Szczerość umacnia ich związek.

Na dziś to tyle. Na moje oko nieleczone ADHD przysporzy dziecku więcej problemów niż leczone i jednak posłuchałabym lekarza, ale nie ja tu podejmuję decyzje.

 



Dodatek:

We wczorajszym poście napisałam, że Diego, chłopak Rose, jest poliseksualny i poliamoryczny. Dotarło do mnie, że to mógł być nadmiar dobrej woli z mojej strony, bo serial wydaje się nie rozróżniać tych dwóch rzeczy. Scena wygląda tak, że Diego je obiad z rodziną Rose, a przy okazji spotkania zgromadzeni przy stole żartują sobie z tego, że kiedyś tancerze baletowi mieli chłopaków, a nie dziewczyny (niezbyt to uprzejme zachowanie wobec gościa). Diego mówi, że chłopaka też ma, a Rose wyjaśnia, że Diego jest poli. Tutaj założyłam, że chodzi o poliamorię, skoro właśnie się dowiedzieliśmy, że ma dwoje partnerów romantycznych. Tylko że… Rock śpieszy z wyjaśnieniami i nie rozwija „poli” jako poliamoryczny, ale jako poliseksualny, czyli czujący pociąg do więcej niż jednej płci. Diego przyznaje Rock rację. Założyłam, że zgadza się z Rock, ponieważ to również fakt o jego tożsamości, ale chyba jednak nie o to chodziło. 

Im więcej myślę o tej scenie w kontekście wszystkich wcześniejszych odcinków, w których biseksualność zawsze traktowana była na dziwaczne sposoby (gdy w ogóle dopuszczano\ opcję tego, że ktoś mógłby być biseksualny, a nie homo w drodze do odkrycia swojej tożsamości, identyfikowanie się z tym terminem traktowano jako fanaberię młodzieży), tym silniejszego przekonania nabieram, że poziom niezrozumienia przez twórców serialu, czym jest poli-, bi- czy panseksualność, jest tak absurdalny, że dla nich to naprawdę to samo co poliamoria.

Trudno mi objąć umysłem, co jest tak niesamowicie trudnego do zrozumienia w koncepcji zainteresowania romantycznego i seksualnego osobami różnych płci, że od lat dziewięćdziesiątych nikt odpowiedzialny za scenariusz „Seksu w wielkim mieście” oraz „I tak po prostu…” nie jest w stanie jej przyswoić. Nie wiem, skąd pomysł, by mieszać poliseksualność z modelem niemonogamicznych relacji, w który można wejść niezależnie od orientacji. Pewnie nigdy nie pojmę również, dlaczego nikt w gronie scenarzystów nie sięgnął po słownik czy wszedł na Wikipedię, gdy zabierał się na temat, który serial zawsze przedstawiał zwyczajnie źle, za co krytykowany jest od dekad.

***



S03E05 – Under the Table

Carrie jeszcze nie ma w domu dywanów, więc gdy chodzi w szpilkach, hałasuje i budzi sąsiada z dołu, który pracuje nocami i śpi w dzień. Przez moment nie rozumiałam, co tu się dzieje. Czy ona go budzi, przechodząc przez korytarz, żeby wyjść na miasto? Szybko zostałam wyprowadzona z błędu, gdy rozmowa Carrie z przyjaciółkami w następnej scenie przypomniała mi, że Amerykanie chodzą po domu w butach. Sąsiad prosił ją, żeby zdejmowała buty w domu, to tyle. Carrie czuje się przez niego zaatakowana na najbardziej podstawowym poziomie swojego jestestwa.

W toku rozmowy przyjaciółek zorientowałam się, że praca Seemy w obrocie nieruchomościami najwidoczniej nakłada flipperskie techniki, bo od razu chciałaby typa eksmitować, ale narzeka, że w Nowym Jorku to zajmuje lata. W ramach żartu proponuje morderstwo lokatora. Jestem pewna, że Seema sprzedała w swojej karierze wiele mieszkań w nieskazitelnym stanie, wpisz w Google „czyszczenie kamienic”, aby dowiedzieć się więcej.

Sąsiad okazuje się zawodowym biografistą, którego nowej książki z wytęsknieniem wyczekuje Miranda, więc wraz z wyjściem na jaw tej informacji pisarz znajduje sojuszniczkę w sprawie butów w jednej z przyjaciółek. Carrie przynosi sąsiadowi-pisarzowi koszyk powitalny. To zachowanie, które do tej pory obserwowałam tylko w the Sims. Sąsiad również na dla niej prezent, parę kapci. Carrie nie chce ich nosić i mówi sąsiadowi, że Nowy Jork to hałaśliwe miasto i musi się przyzwyczaić. Zapewnia również, że niedługo będzie mieć w domu gruby dywan.

Z powodu nietrzymania moczu i problemów z utrzymaniem erekcji Harry decyduje się zbadać prostatę, co jest chyba najrozsądniejszą decyzją, jaką ktokolwiek podjął w całym tym serialu. Dowiaduje się, że ma raka we wczesnym stadium. Nie chce o tym mówić nikomu poza Charlotte, żeby ludzie nie traktowali go inaczej niż dotąd. Nie chce odwoływać planu wyjazdu na biwak z rodziną Lisy – za to kilka scen później okazuje się, że ten wyjazd chętnie odwołałoby oboje jego dzieci. Charlotte mówi, że koniecznie muszą jechać, bo Harry chce spędzić z nimi czas i że mają mu nawet nie mówić, że nie mają ochoty na wyjazd, mają nie mówić mu nic złego. Dzieciaki pewnie w pięć minut rozgryzą diagnozę ojca przy takiej retoryce.

Rose nie chce jechać na biwak, bo podzieliła się z chłopakiem Diega weekendami ich wspólnego partnera, więc jeśli wyjedzie, to pojawi się dysproporcja. W trakcie tej rozmowy Charlotte określa Diega jako poliamorycznego i poliseksualnego, więc chyba jednak serial rozumie, że to nie to samo. Być może zaważy tu fakt, że scenariusz tego odcinka napisała inna osoba co poprzedniego.

Miranda też ma problem mieszkaniowy. Przebywa aktualnie w jakimś mieszkaniu na wynajem i ma za ścianą sąsiada, który puszcza głośno heavy metal. Osoba, od której wynajmuje, nic z tym nie może zrobić, bo wynajem jest nielegalny. Carrie proponuje, żeby Miranda przeniosła się do niej, póki nie kupi nowego mieszkania. Mówi, że powinna była to zaoferować wcześniej, ale zapomniała, jak dużo ma pustych pokoi. Miranda odmawia, bo woli być we własnej przestrzeni. Pyta za to, czy Carrie nie mogłaby poprosić Seemy, żeby coś jej znalazła, ale Carrie nie chce mieszać przyjaźni i biznesu. Ciekawe, czy myślała w ten sam sposób, gdy wyłudzała od Charlotte pieniądze, żeby nie stracić mieszkania w poprzednim serialu.

Sam sąsiad okazuje się chodzić po mieszkaniu nago, ale z tasakiem, i grozi Mirandzie morderstwem, gdy ta zostawia mu liścik z prośbą o ściszenie muzyki. Po krótkim spotkaniu z nim twarzą w twarz Miranda pakuje walizki i przyjeżdża do Carrie. Przy okazji zgarnia autograf od sąsiada-pisarza.

W odcinku mamy wzmiankę o Aidanie, który kupił i wysłał do Carrie stół, który jej się podobał, ale jemu z początku nie za bardzo. (To o to chodziło z komunikowaniem się emotkami, odpisał na propozycję zakupu mebla kciukiem w dół).

Pojawia się też wzmianka o Samancie, którą Carrie pyta o sąsiada-pisarza, ponieważ sąsiad przebywa przez połowę każdego roku w Londynie, gdzie aktualnie rezyduje Samantha. Przyjaciółka donosi, że jest znany jako dusza towarzystwa i że chciałaby się z nim przespać.

Miranda spędza noc z Joy, ale z seksem i noclegiem słabo, bo przeszkadzają im jej psy, więc wraca do Carrie. Carrie nie spodziewała się, że Miranda tej nocy będzie w domu, a tym bardziej że będzie chodziła nago po korytarzu, więc jej zdziwienie tej nocy jest podwójne.

Rankiem Carrie zauważa, że Miranda zjadła jej jogurt i banana, a poza tym sąsiad z powodu hałasu nakrzyczał na majstrów w ogrodzie i teraz nie pracują. Carrie prosi ich o wznowienie prac. Widzimy też, że ma na sobie jakąś formę kapci z lekkim obcasem. Później rozkłada też po domu ścieżki z dywaników.

Na biwaku Harry, Rock i Rose siedzą w namiocie na telefonach, a Charlotte stresuje się, że nie spędzają ze sobą czasu jako rodzina. Wcześniej przypadkowo mówi słowo „rak” także tajemnica nie jest szczególnie dobrze strzeżona. W namiocie Lisy mąż robi się zazdrosny po zobaczeniu selfie żony z przystojnym montażystą. Lisa przyznaje Charlotte, że montażysta rzeczywiście jej się podoba.

Z Mirandą jako lokatorką jest więcej problemów niż z dzieleniem kuchni w przeciętnym akademiku. Nie dość, że zjada jedzenie Carrie, to pożycza od niej apaszkę, a potem wyciera nią rozlaną colę, również podebraną Carrie.

Seema czeka na decyzję banku w sprawie pożyczki na założenie własnej działalności. Odwiedza Carrie i gdy wychodzi na fajkę ma nawet zabawną interakcję z ogrodnikiem, który poleca jej jogę na odstresowanie. Przypominam, że Seema jest hinduską. Zaraz po tym, jak dostaje negatywną odpowiedź od banku, zgadza się pomóc Mirandzie z mieszkaniem.

Sąsaid-pisarz o mały włos nie doprowadza do pożaru, zostawiając garnek na gazie. Po zobaczeniu dymu Carrie wbiega do jego mieszkania, by ratować sytuację. Zadeptuje szpilką płonącą ścierkę i tym samym wytrąca mu z ręki argumenty do walki z jej butami. Jako że obiad sąsiada spłonął, wychodzą razem do restauracji. Dowiadujemy się, że w Londynie wiedzie życie imprezowicza, a w Nowym Jorku zaszywa się, żeby pisać. Rozmawiają również o tym, że oboje stresują się książkami, nad którymi pracują: on, bo pierwszy raz pisze biografię kobiety (Margaret Thatcher), a ona, bo pierwszy raz pisze powieść. Jako że nawiązuje się między nimi nić porozumienia, po powrocie do domu Carrie, prawdopodobnie pierwszy raz od kiedy wyszła z kołyski, ściąga buty i idzie boso przez korytarz.

Sporo się w tym odcinku zadziało, a jednocześnie mam wrażenie, że to wypełniacz, w którym pojawiło się tylko kilka spraw, które zapewne będą istotne w drugiej połowie serii – stawiam, że będą to rak Harry’ego, zauroczenie Lisy montażystą, związek Mirandy i Joy, a może również Rose, Diega i chłopaka Diega. Sąsiada-pisarza już raczej nie zobaczymy.

***



S03E06 – Silent Mode

Pisarz jednak pojawia się po raz kolejny. Je obiad z Carrie i prosi ją o przeczytanie pierwszego rozdziału jego nowej książki, bo chce poznać kobiecą perspektywę. W zamian Carrie prosi go o przeczytanie pierwszego rozdziału jej powieści.

Kolega gej wyzyskiwacz wykorzystuje sex appeal swojego chłopaka do sprzedaży chleba, a jednocześnie jest zazdrosny, gdy ludzie się na niego gapią. Jego chłopak poeta ma w jednej osobie beznadziejnego szefa i partnera. Kibicuję, by podjął decyzję o rzuceniu pracy i zerwaniu.

Seema przedstawia Mirandzie oferty mieszkań na sprzedaż, ale z jednym problem jest taki, że musiałaby za nie przepłacić, przyczyniając się do problemu pompowania cen na rynku nieruchomości na Manhattanie, a w drugim mieszkaniu obowiązuje zakaz zwierząt, podczas gdy Joy ma dwa psy, z którymi potencjalnie mogłaby ją odwiedzać.

Aidan odwiedza Carrie na tydzień, bo jego syn Wyatt, ten najmłodszy, wyjechał na obóz do parku narodowego. Żeby oznajmić swoje przybycie, rzuca kamykiem w okno, ale przypadkiem wybija szybę. Gdy zbiera szkło, Carrie kręci się dookoła boso, bo sąsiad zabronił jej nosić butów w domu. Dlaczego nie może włożyć tamtych swoich kapci zamiast ryzykować zacięcie się? Nie mam pojęcia. Aidan poświęca się misji znalezienia zabytkowego szkła, które mogłoby zastąpić zbitą szybę.

Lisa, chcąc skupić się na pracy, wycisza telefon. Na skutek tego z opóźnieniem dowiaduje się o zawale ojca i gdy chce jechać do szpitala, jest już za późno. Sytuację pogarsza fakt, że jego współpracownica z teatru zabiera się za organizowanie pogrzebu bez konsultowania się z rodziną.

Lisa umawia się z nią na spotkanie. Kobieta mówi, że jej ojciec zawsze prosił ją, żeby nie zawracała niczym głowy jego córce, więc zdecydowała, że tym również nie będzie. Na spotkaniu widać, że Lisie kobieta i jej wizja ostatniego pożegnania nie przypadły do gustu, ale zgadza się, że pożegnanie ojca w teatrze, któremu poświęcił życie, to dobry pomysł. Nie chce jednak, by pogrzeb zmienił się w show.

Ojciec Lisy cieszył się dobrym zdrowiem jak na osobę w zaawansowanym wieku, ale nagle zmarł. To sprawia, że Charlotte chce spędzać więcej czasu z mężem, którego rokowania mimo raka są bardzo dobre, bo nigdy nic nie wiadomo. Nie wybiera jednak najlepszego momentu na podzielenie się tymi przemyśleniami, bo Harry tego wieczoru wolałby spokojnie obejrzeć mecz. Poza tym chce, żeby Charlotte wróciła do bezbrzeżnego optymizmu, który okazywała wcześniej.

Joy i Miranda zostają parą. Joy poznaje nawet syna Mirandy, co z początku ją stresuje, ale gdy syn szybko łapie kontakt z jej psami, lody zostają przełamane.

Aidan zakręcił się na punkcie własnoręcznego naprawienia szyby, ponieważ czuł wyrzuty sumienia. Po tym jak na lotnisku Wyatt rozmyślił się co do obozu i chciał wracać do domu, pod wpływem emocji przespał się ze swoją byłą żoną. Carrie wykazuje się wręcz zaskakującą wyrozumiałością wobec zdrady. Najpierw myślałam, że to dlatego że sama zdradzała Aidana z Bigiem, ale nie, nie o to chodziło. Ona w ogóle nie wiedziała, że to zdrada. Nigdy o tym nie rozmawiali i podczas gdy Aidan i ja myśleliśmy, że są w związku na wyłączność, Carrie myślała, że będą w takim związku za pięć lat, a do tego czasu mogą spotykać się z innymi osobami. Co ciekawe, dalej nie pada żadne dokładne ustalenie poza tym, że chcą być ze sobą za ta pięć lat – idą uprawiać seks i chyba mamy się domyślić, że od teraz związek jest ekskluzywny, bo Carrie powiedziała, że to nie tak, że ona chce uprawiać seks z osobami innymi niż Aidan.

Przenosimy się na teatralny pogrzeb ojca Lisy, który zgodnie z jej obawami zmienia się w przedstawienie, mamy nawet wstawki musicalowe. W swoim przemówieniu Lisa mówi głównie o tym, że nie była z ojcem w jego ostatnich chwilach, po czym całkiem się rozkleja i przy mikrofonie zastępuje ją mąż. Pocieszają ją dopiero słowa teściowej, które zwykle jest wredna, ale tym razem odwołuje się do duchowości i mówi, że to nie przypadek, że nie było jej przy ojcu. Widać tak właśnie miało być i ojciec sam wolał, by zapamiętała go takiego, jakim go znała.

Pisarz przynosi Carrie rozdział do przeczytania i to pewnie materiał na kolejny odcinek.

Miranda decyduje się na zakup pierwszego mieszkania zaproponowanego przez Seemę. Tego, za które musi przepłacić. Decyzja jest związana z tym, że dobrze układa jej się z Joy.

Na sam koniec Carrie spotyka w sklepie Charlotte kupującą pieluszki dla dorosłych dla Harry’ego i tym samym wychodzi na jaw, że Harry ma raka. Carrie obiecuje nikomu nie mówić. Czego nie czaję, to że Charlotte celowo wybrała sklep gdzieś daleko, żeby się na nikogo nie zatknąć, a to „daleko” było jak widać pod domem przyjaciółki.

W tle mamy też wątek komiczny z Charlotte przypadkowo zapraszającą Bitsy na różne imprezy, który nie zmierzał do żadnej konkluzji.

Fragmenty odcinka, które mówiły o żałobie i lęku przed śmiercią, były całkiem niezłe w przerysowany sposób charakterystyczny dla tego serialu. Pogrzeb był kampowy i domyślam się, że właśnie takiego mógł chcieć zmarły. Wybieram interpretację mówiącą, że współpracownica dobrze znała jego gusta i wiedziała, co robi, chociaż z perspektywy Lisy wyglądała na osobę, która stawia w centrum siebie.

Rozmowę Carrie i Aidana oglądałam z szeroko otwartymi oczami jak przy dobrej telenoweli. Ci ludzie kupili razem dom bez odbycia jednej rozmowy o tym, jak wygląda ich związek, co jest wybitnie niemądre, ale zapewnia dobrą dramę.

***



S03E07 – They Wanna Have Fun

Carrie jest tak samo skuteczna jak Charlotte w ukrywaniu raka Harry’ego, więc Miranda jest na najlepszej drodze do przejrzenia tajemnicy. Carrie postanawia ratować sytuację w kwestionowalny sposób: kłamie i mówi Mirandzie, że to nie Harry ma raka, a pies Charlotte.

Matka chłopaka kolegi geja Charlotte przylatuje z Włoch i poznaje partnera swojego syna. Podobnie jak ja na jej miejscu bym była, jest rozczarowana, że nie wyrwał kogoś lepszego. Za to szybko znajduje wspólny język z Carrie, więc ta stara się wykorzystać swoja pozycję i przekonać ją do wyzyskiwacza. Nie wiem, po co to robi, ale też nie wiem, czemu Carrie (ani ktokolwiek inny) trzyma z nim sztamę.

Seema nawiązuje flirt z ogrodnikiem Carrie, taki w stylu nienawiści przeradzającej się w miłość. Wkręca mu, że infekcja oka wywołana przez tani zabieg kosmetyczny powstała, gdy wyciągał jej rzęsę, co zaczyna prostą drogę do romansu.

Carrie organizuje imprezę urodzinową Charlotte, żeby ją rozweselić, bo poza rakiem Harry’ego przeżywa rozstanie Lily i Diega. Uprzedza o niej Duncana, sąsiada-pisarza, miłośnika ciszy, a nawet więcej niż uprzedza – zaprasza do dołączenia do zabawy. Poza tym oboje przeczytali pierwsze rozdziały swoich książek i zachwycili się nawzajem swoja pracą, więc ich relacja jest w tym momencie zdecydowanie pozytywna.

Lily nie chce iść na urodziny matki, ale Rock, wyczuwając, że mama nie mówi im o jakimś dużym zmartwieniu, przekonuje ją, żeby zebrała siły i jednak się zjawiła. Myślałam, że na duchu podniesie ją poznanie innego nastolatka z artystyczną duszą na miejsce Diega: syna Lisy cały wieczór okupującego maszynę do karaoke, ale nie, do końca odcinka pozostaje pogrążona w smutku.

Na imprezie nie brakuje oczywiście niezręcznych momentów, gdy Miranda i Joy skupiają całą uwagę na psie Charlotte, który według ich najlepszej wiedzy umiera na raka. Najgorszy moment jest wtedy, gdy Miranda zapewnia Harry’ego, że będzie z Charlotte po stracie.

Inny problem jest taki, że goście nie dogadali się co do tego, czy mają przynieść prezenty, więc nie wszyscy je mają. W pewnym momencie trzy różne koleżanki z galerii są bliskie podpisania się pod jedną świeczką.

No i pojawia się Bitsy, więc jednak wątek z zapraszaniem jej przypadkowo na różne spędy miał puentę. Bitsy jest chłopcem do bicia serialu, więc na naszych oczach stara się poderwać geja, fałszując „Shallow” Lady Gagi. Chodzi oczywiście o chłopaka/ pracownika piekarniano-seksualnego kolegi geja Charlotte. Przez tę próbę flirtu jego matka czyni koledze gejowi Charlotte pewne komentarze na temat tego, jak żałosne jest zalecanie się do osoby młodszej o kilka dekad, przy czym wcześniej opowiadała Carrie o swojej wielkiej miłości: mężu, którego poznała, gdy miała dwadzieścia jeden lat, a on pięćdziesiąt. W tym momencie najwidoczniej sobie coś uzmysłowiła, ale nie – jak z początku sądziłam – że jej mąż był żałośny, lecz że powinna dać koledze gejowi Charlotte jeszcze jedną szansę.

Harry dowiaduje się o głuchym telefonie dotyczącym jego raka i decyduje się po prostu powiedzieć przyjaciółkom Charlotte prawdę, stwierdzając, że Charlotte potrzebuje móc z nimi o tym otwarcie rozmawiać.

Po imprezie Miranda wspomina w rozmowie z Carrie, że zauważyła coś między nią a Duncanem. Carrie jest oburzona sugestią, ale wiemy, że to dlatego że boi się przyznać sama przed sobą, że jej związek z Aidanem jest zagrożony.

Podobało mi się ograniczenie akcji prawie w całości do jednej imprezy, która przechodziła swoje wzloty i upadki podobnie jak bohaterowie.  Problem w tym, że chciałam odwracać wzrok zawsze wtedy, gdy na ekranie pojawiała się Bitsy albo ktokolwiek związany z promowaniem sprzedaży chleba nabrzmiałymi gaciami.

Nie za bardzo wiem dlaczego serial tak lubi poniżać Mirandę. Tym razem wyszła na osobę naiwną, niedomyślną i zachowująca się niejednokrotnie w sposób zawstydzający ją samą i wszystkich dookoła, a ten odcinek nie był wyjątkiem: romans z Che, randkowanie… cały czas jest pokazywana jako osoba niepoważna, prawie w takim samym stopniu jak Bitsy.

Nawet polubiłam Carrie i Duncana razem. To chyba pierwsza osoba, której udało się wykrzesać z Carrie szacunek do otaczających ją ludzi, bo Carrie zmuszająca wszystkich dookoła do palenia z nią papierosów to nie ta sama Carrie, która kładzie w domu dywany i uprzedza o imprezie, żeby nie przeszkadzać sąsiadowi. Z Aidanem za to nigdy nie wiedziałam, co ją łączy, a jedyne, co wnoszą do swoich żyć, to udręka.

Seemę z ogrodnikiem też polubiłam. Gdy widziałam ich razem na koniec, życzyłam im szczęścia. Mogą założyć razem biznes flipperski i sprzedawać ludziom domy z ogrodami.

***



S03E08 – Happily Ever After

Lisa miała erotyczny sen o swoim montażyście. Jest świadoma, że to nie jednorazowa fantazja, ale istnieje między ich dwójką pewne napięcie seksualne i że świadomie z nim flirtuje. Nie planuje zdrady, zamiast tego stara się rozbudzić na nowo życie seksualne z mężem, lecz na przeszkodzie staje codzienność – gdy Lisa ma ochotę na seks, mąż musi się wysikać, a potem zaczyna martwić się listą zakupów. Kiedy montażysta proponuje, by wyszli razem na seans dokumentu, Lisa instynktownie odmawia, ale zmienia zdanie, gdy dowiaduje się, że to może być jej szansa na poznanie Michelle Obamy i zaproszenie jej do udziału w pracy nad projektem.

Joy chce zostawić u Mirandy swój gin, bo zapomniała, że Miranda jest abstynentką. Miranda mówi, że to nie problem i może go przechować. Ta sytuacja stanowi dla mirandy inspirację, by zacząć się zastanawiać, czy może nigdy nie była alkoholiczką, tak jak nigdy naprawdę nie była hetero. W gronie przyjaciółek rozważa, czy mogłaby czasem wypić drinka, na szczęście bohaterki starają się ukrócić te rozważania i odwieść ją od pomysłu powrotu do picia. Cała rozmowa przyprawia Charlotte o zawroty głowy.

Wyatt oznajmił Aidanowi, że chce od teraz mieszkać z matką, i od razu się wyprowadził, za to starszy syn wyjechał na miesiąc do kuzyna, więc Aidan, nie mając nikogo pod opieką, przyjechał do Carrie. Aidan mówi, że nie ma pojęcia, co stało za decyzją Wyatta. Ja podejrzewam, że woli mieszkać z tym z rodziców, które pozwala mu brać leki.

Carrie mówi o Duncanie w obecności Aidana podobnie jak Lisa mówi o swoim montażyście w obecności męża: nieustannie podkreśla, że łączy ich tylko praca i nie spotykałaby się z nim, gdyby nie to. Zauroczenie Lisy montażystą jest pokazane bardzo wprost, więc to porównanie przekazuje nam, że między Carrie i Duncanem jest więcej, niż mogłoby się nam wydawać. Zdecydowanie stanowi silną konkurencję dla Aidana, ponieważ wspólne sceny Aidana i Carrie w tym odcinku wyglądają na bardziej wymuszone niż urocze.

Seema i ogrodnik zaczęli romans i bawią się świetnie, ale do czasu. W łóżku jest dobrze, ale gdy na randce ogrodnik zaczyna opowiadać o tym, że dezodoranty są szkodliwe, więc on używa kryształów i do tego samego namawia Seemę, bo wyczuł pod jej pachą szkodliwe substancje, Seema przestaje być tak pozytywnie nastawiona.

W galerii Charlotte odbywa się wernisaż wystawy prezentującej wizje kobiecego życia długo i szczęśliwie poprzez pokazanie różnie wystylizowanych łóżek z modelkami. Częścią jednej z ekspozycji jest sztuczny zużyty kondom, więc oczywiście głównie na tym jednym rekwizycie skupia się odcinek.

Na wystawie Miranda jest bliska napicia się alkoholu, ale Charlotte bohatersko rzuca się, by ją powstrzymać, przez co nadwyręża sobie plecy.

Lisa wychodzi z kina w trakcie seansu, bo czuje, że jeszcze chwila i zdradzi męża, a jej małżeństwo jest dla niej ważniejsze niż nawiązanie kontaktu z Michelle Obamą. Mimo jej nieobecności na afterparty, montażyście udaje się przekonać swoją znajomą pracująca z była pierwszą damą, że warto zwrócić uwagę na ich projekt.

Mirandę kusi alkohol znajdujący się w jej szafce i już prawie wypija szklankę, gdy przezwycięża pociąg do używki i pozbywa się całej butelki. Stawiam, że w następnym odcinku zobaczymy jej rozmowę z Joy na ten temat i pewnie Miranda powie jej, dlaczego nie pije alkoholu i dlaczego najlepiej, żeby nie miała go w swoim otoczeniu.

To był jeden z gorszych odcinków serii. Szkoda mi Seemy, bo myślałam że w końcu dostanie jakiś pozytywny watek romantyczny. Męczyłam się, patrząc na Carrie i Aiadana razem, niech on już wraca na farmę, a Carrie do Duncana. Jeśli chodzi o Lisę, to mało mnie obchodzi zarówno przyszłość jej dokumentu, jaki i małżeństwa. Patrzenie na Mirandę wpędza mnie w przygnębienie od trzech serii, więc nic nowego tu się nie zadziało. Przynajmniej Charlotte uratowała przyjaciółkę przed powrotem do nałogu i tyle dobrego z tego odcinka.

Mieliśmy tu też elementy, które miały sprowokować widzów i przypomnieć im, że „Seks w wielkim mieście” kiedyś uchodził za kontrowersyjny. Pojawiają się gołe tyłki, rozmowy o obfitości wytrysku i lizanie pach. To mnie mało ruszyło, za to przyznam że porównanie identyfikacji jako alkoholiczka do identyfikacji jako lesbijka zbiło mnie z pantałyku.

***



S03E09 – Present Tense

Aidan wbrew życzeniom Carrie poznaje Duncana. Carrie poprzednio zdradzała go z Bigiem, więc boi się, że sytuacja się powtórzy, zwłaszcza że Carrie wydaje się coś za bardzo go lubić. Stara się zadawać Duncanowi kłopotliwe pytania, ale to on wypada źle: chce go postawić w kłopotliwej sytuacji, zwracając uwagę na to, że… pali fajkę i nie ma dzieci.

Ogrodnik i Seema jakimś cudem nie zerwali między odcinkami. Seema próbuje używania kryształu jako antyperspirantu, przez co śmierdzi na spotkaniu biznesowym i musi lecieć do łazienki, by ratować sytuację – na szczęście ma w torebce swój dezodorant. I to tyle, to cały wątek Seemy w tym odcinku.

Harry miał operację, a Charlotte zmaga się z poważnymi zawrotami głowy, a dzieci mimo próśb nie pomagają że ze sprzątaniem, więc Charlotte bierze się do roboty, chociaż nie powinna. Wywraca się, a jedyną osobą, która może jej pomóc, jest Harry, który ledwo chodzi. Cała ich obecność w odcinku sprowadza się do tej sceny, w której próbują sobie pomagać mimo problemów zdrowotnych.

Miranda i Joy rozmawiają o uzależnieniu Mirandy, co pogłębia ich związek, ale jednocześnie zmienia jego dynamikę, ponieważ od teraz nie jest to przyjemny, lekki romans – zaczęły dzielić się nie tylko miłymi chwilami, ale również wewnętrznymi zmaganiami emocjonalnymi. Podobnie jak Charlotte Miranda dostaje w tym odcinku jedną scenę. To wyjątkowo krótki odcinek.

Mąż Lisy bardzo martwi się swoją wagę ze względu na wybory, przez co wkurza się na rodzinę, bo uważa, że w domu nie powinno być żadnego jedzenia, które on uważa za tuczące. Lisa mówi mu, żeby przestał zawracać jej głowę i zaczął zażywać Ozempic jak wszyscy inni. Polecałabym, żeby najpierw spróbował przestać wymagać od wszystkich dookoła pilnowania jego diety, która do tej pory działała.

Matka chłopaka kolegi geja Charlotte wyjaśnia, że jej problem z jego związkiem z jej synem leży nie tylko w różnicy wieku, ale również w tym, że nie ma jej synowi nic do zaoferowania. Nie podoba jej się jego wygląd, głupia firma ani gust (zwłaszcza solniczka i pieprzniczka z rysunkami Toma of Finland), ale poddaje się z próbami zrozumienia lub zniszczenia ich związku. Wraca do Włoch i czeka, aż syn się opamięta. Scena jej rozmowy z partnerem syna (bo to kolejny wątek, który zamyka się w jednej scenie) ma w zamierzeniu komediowy, wręcz slapstickowy charakter, ale humor jest moim zdaniem w niej wprowadzony dość nieudolnie.

W czasie gdy Carrie i Duncan pracują razem nad swoimi książkami, Aidan rozpala grilla i zaprasza na steki. Najwidoczniej uważa, że nie szanując czasu i pracy Carrie odwiedzie ją od zdrady.

Gdy późno w nocy (czyli o takiej porze, o której od początku mówiła Aidanowi, że skończy) Carrie wraca do mieszkania, zastaje surowe steki na blacie i nie chowa ich do lodówki, co mnie oburza, bo przez noc mięso się zmarnuje. Chce dołączyć do Aidana w łóżku, ale Aidan najpierw prosi ją o wzięcie prysznica, bo śmierdzi fajką.

Przypominajka: Carrie nie tylko zdradzała Aidana z Bigiem, ale również paliła za jego plecami papierosy po tym, jak kłamała, że rzuciła nałóg.

Druga przypominajka, zaraz będzie istotna: Podczas ich aktualnego związku jedyną osobą, która zaliczyła skok w bok, był Aidan, który przespał się ze swoją byłą żoną.

Carrie bierze prysznic, ale nie ma już ochoty spać z Aidanem. Kładzie się w pokoju gościnnym. Rano się kłócą i wyjaśniają sobie wprost, że przyczyną napięcia między nimi jest brak zaufania. Aidan ma za złe Carrie, że wini go za podejrzliwość po tym, jak zdradzała go z Bigiem, co doprowadza Carrie do szału. Mówi, że robiła wszystko, żeby mu pokazać, jak bardzo była zaangażowana w ich związek: zmieniła mieszkanie, była wyrozumiała wobec jego seksu z była żoną i zgodziła się na pięć lat czekania. Właśnie: była – już nie jest. W końcu zrywają.

Przebrnięcie przez ten odcinek było męczące, ale przynajmniej nareszcie skończył się związek, który od dłuższego czasu był na zdechu. Podobały mi się sceny Charlotte i Mirandy pokazujące bliskość i wsparcie w związku na różnych etapach. Kolegi geja Charlotte nigdy nie chce widzieć na oczy, a związek Seemy i ogrodnika ma potencjał na zostanie nowym związkiem Aidana i Carrie.

Ale, powtórzę jeszcze raz, przynajmniej Aidan i Carrie w końcu zerwali.

***



S03E10 – Better Than Sex

Po zerwaniu Carrie rzuca się w wir tworzenia swojej nowej powieści, a jej literacka przyjaźń z Duncanem kwitnie. Miło się ogląda ich wspólne sceny, w których widzimy, jak ich relacja osobista pogłębia się dzięki zrozumieniu na poziomie kreatywnym.

Smutno zaczyna się robić dopiero, gdy Carrie opowiada Seemie, że to pierwszy raz, kiedy czuje, że mężczyzna widzi w niej po pierwsze intelekt i osobowość, bo faceci zawsze doceniali przede wszystkim jej urok i sex appeal. To przerażające, ta kobieta ma pięćdziesiąt lat i dziesiątki związków na koncie, w tym małżeństwo. Nie uważam, że serial pokazuje nam wydumany problem, wręcz przeciwnie, jestem pewna, że jej słowa oddają prawdę o życiu wielu kobiet i każda z nich zasługuje na więcej od życia.

Syn Mirandy ma dobrą i złą nowinę dla rodziców: chce wrócić do szkoły i zapłodnił przypadkową dziewczynę, która chce sama wychować dziecko. Miranda próbuje ją poznać, umawiając się na wizytę w salonie fryzjerskim, gdzie ona pracuje jako asystentka. Ta szarada wydaje się krzyżować jej długofalowy plan nawiązania relacji z dzieckiem jako babcia, bo cała znajomość zaczęłaby się od kłamstwa, które pewnie zaraz trzeba by było wyjaśnić. Oczywiście, gdyby to w ogóle zadziałało, bo prawda wychodzi na jaw, gdy Miranda przeszarżowuje i zaczyna wypytywać tak naprawdę obcą dziewczynę w ciąży, czy na pewno wie, kto jest ojcem jej dziecka. Mia, bo tak się nazywa, jest oburzona (słusznie) misją szpiegowską i impertynencją Mirandy. Jedyne, czego udaje się bohaterce dowiedzieć, to że Mia interesuje się astrologią i nie czyni założeń co do płci, z którą będzie się identyfikować jej oczekiwane dziecko.

W tej scenie Miranda wypada na nieźle głupią i ja naprawdę chciałabym wiedzieć, dlaczego twórcy serialu tak bardzo jej nienawidzą. Czy to jakaś reakcja na to, że z perspektywy czasu jej postać w oryginalnym „Seksie w wielkim mieście” wypada najlepiej? Czy trzeba było ją ściągnąć do poziomu reszty?

W budynku, w którym mieszka kolega gej Charlotte, jest wyciek gazu, więc bohater jest zmuszony przenieść się do swojego chłopaka poety. Chłopak poeta ma współlokatora, sporo starszego aseksualnego lalkarza, dla którego poeta jest muzą.

Lisa jest przytłoczona pracą i z tego powodu reaguje przesadnym gniewem, gdy jedno z jej dzieci wypuszcza chomika w domu, za co krytykuje ją teściowa, ale mąż pociesza, mówiąc, że to była ludzka chwila słabości. Cieszę się, że taki wybuch złości skierowany na dziecko pokazano jako coś, nad czym warto się pochylić, bo mam wrażenie, że w czasach, gdy ja byłam dzieckiem, nikogo za bardzo nie ruszał widok rodzica wyładowującego się emocjonalnie na dziecku.

Charlotte wygrywa na licytacji sesję oczyszczania energii. Ma problem organizacyjny, ponieważ jej rodzina ciągle hałasuje, więc nie może znaleźć dobrej chwili na połączenie z prowadzącą. Gdy w końcu udaje im się porozmawiać, kończy się czas, ponieważ podczas poprzednich nieudanych sesji zegar tykał. Gdy jednak prowadząca słyszy, że Charlotte chce oczyścić się ze stresu, który czuła, gdy myślała, że jej mąż może umrzeć na raka, prowadząca przestaje mierzyć czas. Puenta polega na tym, że mieliśmy prowadząca za naciągaczkę, a ona wykazała się współczuciem, no i spoko, ale z drugiej strony… czy nie lepiej by było, gdyby Charlotte porozmawiała z prawdziwym psychologiem zamiast oczyszczać energię? To nie tak, że jej nie stać.

Ogrodnik mieszka w mieszkaniu po matce. Nie, że je odziedziczył, odziedziczył wynajem z niskim czynszem. Jako że w mieszkaniu wciąż znajdują się rzeczy wykonane przez jego matkę i jej obecność w mieszkaniu reprezentuje roślina, której pnącza rozrosły się po całej kuchni, Seema zakłada, że ogrodnik musi być niezdrowo przywiązany do zmarłej matki. Z tego powodu gdy przypadkowo wyrzuca donicę za okno, przestaje odbierać i odpisywać, wierząc, że to przekreśliło ich związek. Zapomina jednak, że ogrodnik, jak można się było spodziewać, zna się na roślinach, i zrobił sadzonki z resztek zebranych z chodnika, a samo zniszczenie rośliny wcale aż tak go nie zabolało, bo jego matka i tak nie żyje, zniszczenie rośliny nic nie zmienia. Nawet przynosi Seemie do firmy kilka doniczek.

Podobnie jak mąż pocieszał Lisę, gdy wcześniej krytykowała ją jego matka, tak Lisa pociesza jego po przegranych wyborach, co też krytykowała jego matka. Sposób, w jakim matka do niego mówiła, wskazuje na to, że w całym procesie wychowania prawdopodobnie wywierała na niego niezdrową presję. Jest zawiedzona, że jej syn wziął udział w wyścigu, co do którego nie miał pewności, że wygra.

Lalkarz robiący lalki wyglądające jak jego chłopak niepokoi kolegę geja Charlotte, więc bohater oferuje, by partner się do niego wprowadził. Ten na początku odrzuca ofertę, lecz chwilę później widzi, jak lalkarz wali konia do nowej lalki z jego twarzą, i zmienia zdanie. Nawet nie będę tutaj wchodzić w to, czy lalkarz kłamał, mówiąc, że jest aseksualny, bo podejście do masturbacji takich osób może być bardzo różne, ale czy naprawdę gdy pierwszy raz po tak wielu latach w serialu opowiadającym o ludzkiej seksualności pojawiła się postać aseksualna, to musiał to być oblech? Serio?

Cały odcinek Carrie zastanawia się, czy między nią i Duncanem jest jakieś zauroczenie, i czy to czyniłoby ich relację bogatszą, czy właśnie uboższą, ponieważ aktualnie cieszą się piękną więzią intelektualną. Problem zdaje się rozwiązywać fakt, że Duncan ma żonę, która po prostu większość czasu spędza w Londynie. Zdaje się, bo dla Duncana to żadna, a dla Carrie niewielka przeszkoda, by odcinek skończył się seksem. Romans nie będzie jednak trwał długo, ponieważ Duncan nie planuje więcej wracać do Nowego Jorku. Przy Carrie jest rozproszony i nie potrafi pisać tak szybko jak dawniej.

Biorąc pod uwagę to, co Samantha mówiła o Duncanie, nie zdziwiłabym się, gdyby był w otwartym związku i szkoda, że tego nie sprecyzowano. Szkoda też, że cały ten wątek skończył się na wakacyjnym romansie, bo był odskocznią od szalonych i żenujących scen, które oglądamy za każdym razem, gdy na ekranie pojawia się Miranda albo kolega gej Charlotte.

Ogrodnik wydaje się stąpać po ziemi pewniej, niż sugerowały poprzednie odcinki. Może zostanie z nami na dłużej, kto wie. W tym odcinku Seema zdawała się szukać problemu z ich związkiem, bo nie mogła uwierzyć, że z kimś jej się układa, więc chyba zmierza to w stronę dłuższej relacji.

Najbardziej jestem ciekawa jednak, co będzie z wnuczęciem Mirandy. O ile Mia jeszcze będzie chciała rozmawiać z kimkolwiek z tej rodziny, powinno być ciekawie.

***



S03E11 – Forget About the Boy

Jak ogłoszono, to jest już koniec. Zaczynamy dwuodcinkowy finał, a po nim „I tak po prostu…” odejdzie na zawsze. Albo do czasu kolejnego skrzyknięcia ekipy i wyprodukowania odsłony serialu opowiadającej o siedemdziesięciolatkach ruszających na podryw w sanatorium.

Carrie odwiedza swoją dawną dzielnicę i wpada na Lisette, która zaprasza ją na spotkanie z jej znajomymi tuż przed Świętem Dziękczynienia. Bohaterka nie jest pewna, czy powinna iść, bo boi się, że zacznie tęsknić za swoim starym mieszkaniem.

Poza tym Carrie skończyła pisać książkę. Agentka jest zachwycona tekstem, ale prosi, żeby Carrie dopisała epilog, ponieważ chciałaby zobaczyć szczęśliwy koniec opowieści, a w powieści osadzonej w XIX wieku zakończenie, w którym bohaterka jest sama, jest tragiczne.

W temacie nieszczęśliwych zakończeń: kolega gej Charlotte i jego chłopak się zaręczają. Już chwilę później kolega gej zastanawia się, czy podjął właściwą decyzję.

Rock gra główną rolę w szkolnym wystawieniu musicalu „Na wskroś nowoczesna Millie”. W pełnej stylizacji scenicznej Rock wygląda dorośle i, zdaniem Charlotte, tak jak mogłuby wyglądać, gdyby nie byłu transpłciowu.

 
Charlotte nie jest pewna, czy to w porządku, że ma takie myśli, i chyba rzeczywiście Rock nie podobają się zachwyty nad jenu żeńskim przebraniem, bo Charlotte chce nu zrobić zdjęcie dla swoich przyjaciółek, które nie mogły przyjść na występ, ale Rock prosi, by tego nie robiła. Charlotte obchodzi ten zakaz, prosząc Carrie o zrobienie zdjęcia. Nie wiem, po co to całe kombinowanie, gdy szkoła na pewno wrzuci fotografie z premiery na swoje media społecznościowe, ale dobrze, załóżmy, że nasze bohaterki są z innego pokolenia i o tym nie wiedzą. W jednej z następnych scen Charlotte smutno patrzy na zdjęcie Rock w makijażu scenicznym, a potem je usuwa, co komunikuje nam, że pogodziła się z tym, że Rock nie chce się prezentować kobieco w innym kontekście niż sceniczny.


Główną rolę męską w przedstawieniu gra syn Lisy. Dzień premiery jest trudny dla męża bohaterki, ponieważ cała masa ludzi próbuje go pocieszać po przegranych wyborach. W następnych dniach pracuje zdalnie, bo nie czuje się komfortowo z pokazywaniem się publicznie jako przegrany. Lisa mówi mu, że ona nigdy nie była z niego bardziej dumna, ale to nie pomaga.


W tym odcinku wszyscy ustalają swoje plany na Święto Dziękczynienia, które zapewne zobaczymy w ostatnim odcinku serialu. Miranda organizuje duże spotkanie dla swojej rodziny, przyjaciół i Joy. Zaprosiła również matkę dziecka Brady’ego bez uprzedzania go, bo… nie wiem, chce zobaczyć katastrofę?


Charlotte i Harry odrzucają zaproszenie, ponieważ Harry nie chce iść. Na początku odcinka mówi, że woli siedzieć w domu i martwić się swoimi zaburzeniami erekcji, ale później zwierza się żonie – chciałby spędzić te święta w domu z najbliższą rodziną, bo gdy usłyszał diagnozę raka, zastanawiał się, czy dożyje tych świąt i miał w swojej głowie konkretną wizję tego, jak miałyby wyglądać.


Seema również nie przyjdzie, bo chłopak zaprosił ją na swoje święta, żeby miała okazję poznać jego siostrę. Wygląda na to, że ich związek zmierza w dobrą stronę mimo różnic w stylu życia i przekonaniach.


Skoro mowa o Seemie, to otrzymała ofertę sprzedaży mieszkania Duncana właścicielce reszty domu, czyli Carrie, ponieważ Duncan nie chce przedłużać najmu. Seema przedstawia Carrie tę ofertę jako świetną z punktu widzenia sprzedaży domu na rynku – całość budynku będzie dużo bardziej atrakcyjna. Carrie odbiera słowa Seemy jako ocenę tego, że dom jest dla niej za duży. Co miałaby w nim robić sama po zerwaniu z Aidanem? No i miała nadzieję, że Duncan jednak wróci.


Na koniec widzimy jeszcze, jak Carrie odwiedza Lisette i ogląda swoje stare mieszkanie, które wygląda zupełnie inaczej – nie tylko mieści się w nim teraz warsztat jubilerski i przestrzeń na domówki, nowa właścicielka dostawiła dwie ściany, żeby przystosować je do mieszkania ze współlokatorem, bo sama czuła się samotna.

 
Ta wizyta odblokowuje coś w Carrie, dzięki czemu może dopisać do swojej powieści epilog, w którym bohaterka książki spotyka przystojnego wdowca i pojawia się nadzieja na nowy romans.


Czekam na scenę spotkania Brady’ego i matki jego dziecka u Mirandy. Jak chodzi o resztę bohaterów, uważam, że za dużo się już u nich nowego nie zadzieje, chociaż trzymam kciuki za zerwanie zaręczyn. Zobaczymy, może Carrie jak bohaterka jej książki również na koniec wpadnie na nową miłość.

***





S03E12 – Party of One


Carrie chce zjeść w azjatyckiej restauracji, gdzie pracownica obsługi przynosi jej wielkiego pluszaka, żeby nie musiała siedzieć przy stole sama. Poza tym kelner każe jej zamówić drugą porcję, jak się domyślam, dla tej zabawki. Ciekawostka: dania w restauracji rozwozi Kerfuś.


Założyłam, że niezależnie od płci samotnego klienta obsługa daje mu tego pluszaka i wyłudza zapłatę za jedzenie, które się zmarnuje, stojąc przed nim, ale interpretacja Carrie, która może zgaduje, a może wie więcej niż widzowie, jest taka, że ośmieszają wyłącznie samotne kobiety, sadzając je z pluszowymi chłopcami. Mnie się wydaje, że restauracji (poza wyłudzeniem) chodzi o wyjście naprzeciw temu, że niektórzy nie lubią jeść sami i dlatego na przykład oglądają mukbangi, a spojrzenie Carrie pokazuje w większej mierze jej własne lęki i wstyd niż motywację tego przybytku.


Lisie udaje się przedstawić Michelle Obamie propozycję współpracy przy serii dokumentów o nieznanych czarnych kobietach, które dokonały niezwykłych rzeczy. Była pierwsza dama, jak spodziewała się Lisa, nie chce być bohaterką dokumentu, ponieważ nie jest nieznana, ale bierze pod uwagę wystąpienie w roli narratorki serii. Aby to uczcić, montażysta proponuje Lisie wyjście na kolację, co prowadzi do rozmowy o tym, że nie mogą spotkać się po pracy, ponieważ czują do siebie miętę, a oboje są w związkach, więc nie mogą sobie pozwolić na jakiekolwiek zbliżenie się poza pracą.


Miranda i Steve oboje są pokłóceni z Bradym. Spotykają się na kolacji, by o tym porozmawiać. Steve nie planuje zjawiać się na świątecznym obiedzie Mirandy, żeby nie dolewać oliwy do ognia. Planują  stać się częścią życia swojego wnuka, nawet jeśli jego matka jest, ich zdaniem, głupia.


Ogrodnik uważa koncept małżeństwa za bzdurę, co sprawia, że Seema zaczyna się zastanawiać, czy naprawdę chciałaby wyjść za mąż, czy też od dziecka przedstawiano jej małżeństwo jako cel, więc przyswoiła je jako własne marzenie. Jestem pod niesamowitym wrażeniem, że ta kobieta jest po pięćdziesiątce, poświęca większość życia na szukanie faceta, a do tej pory nie przemyślała dokładniej swojego stosunku do małżeństwa.


Carrie wciąż jest przybita po obiedzie z pluszakiem i opowiada Charlotte, że próbuje pogodzić się z myślą, że być może do końca życia będzie sama. Mówi, że wiele lat była singielką, ale zawsze z przekonaniem, że nie będzie sama długo, że nawet jak umarł Big, z tyłu głowy miała myśl o powrocie do Aidana (który chyba nawet nie był wtedy jeszcze rozwiedziony, wow).

 
Mnie zastanawia, ile ona mówi o samotności, jak na kogoś, kto zwykle je na mieście z kumpelami każdy posiłek dnia i większość doby spędza w otoczeniu przyjaciół, znajomych, kolegów i sąsiadów. Nie podważam tego, że mimo posiadania silnych więzi społecznych i wieloletnich przyjaźni można odczuwać smutek z powodu braku relacji romantycznej, ale od kiedy ona jest samotna? Raz poszła sama do restauracji i nagle się poczuła jak rolnik sam w dolinie. Czy cały poprzedni serial nie był o tym, że fajnie mieć faceta, ale najważniejsze, że nasze bohaterki mają siebie nawzajem?


Lisa wspiera męża po przegranych wyborach, zapewniając go o swoim oddaniu ich małżeństwu. I na tym skończy się jej wątek w serialu: wygaszeniu potencjalnego romansu w zarodku, wzmocnieniu relacji z mężem i być może, ale tylko być może realizacji projektu zawodowego, który planowała całą karierę. Skoro to już ostatni odcinek, a Lisa przez cała serię skupiała się na łączeniu obowiązków jako reżyserka oraz żona i matka, to nie można było powiedzieć, że Michelle Obama zgodziła się na udział, więc projekt dostaje zielone światło od stacji? Wolałabym zobaczyć, jak dzięki ciężkiej pracy odnosi sukces na obu polach.


Carrie wypytuje ogrodnika, czy związek z Seemą to dla niego przelotna znajomość, skoro nie chce brać ślubu. Ogrodnik mówi, że chce być z Seemą na zawsze. Mam wrażenie, że w tym odcinku Seema przechodzi jakieś oświecenie i nagle rozumie, że wbrew temu, co mówiono jej przez całe życie, może zbudować silny związek bez małżeństwa, ale coś, co powinno zająć kilka odcinków, wciśnięto w kilka scen w drugiej połowie finału.


Dochodzi do przełomu w kwestii zaburzeń erekcji Harry’ego, co bohater świętuje razem z żoną. Wiele więcej się u niego i Charlotte nie dzieje w tym odcinku.


Na obiad z okazji Święta Dziękczynienia organizowany przez Mirandę ostatecznie nie przychodzi nawet połowa gości, w tym Joy, której pies nagle zachorował. Miranda uważa to za wymówkę. Jej zdaniem zobaczenie, jak kłóci się z Bradym, zniechęciło ją do wizyty.

 
Okazuje się, że pies naprawdę potrzebuje nagłej operacji, więc Miranda jedzie ją wesprzeć, także na obiedzie u Mirandy większość czasu nie będzie nawet Mirandy. A kto się zjawia? Carrie, Brady, Mia (matka dziecka Brady’ego) z dwójką znajomych i z jakiegoś powodu szef Charlotte.

 
Postaci Mii i jej znajomych to chyba ma być jakaś satyra z queerfobicznym podszyciem na dzisiejszą młodzież. Mają restrykcyjne wymagania żywieniowe, o których nie powiedzieli nikomu, ale mają pretensje, że nie mają co jeść, poza tym zachowują się, jakby nauczyli się mówić, oglądając wyłącznie „Drag race”, i pierwszy raz wyszli z domu. Osoby, które przyprowadziła ze sobą Mia, chyba nawet nie były zaproszone. Jedna z nich je ser, mimo że ma nietolerancję laktozy, przez co zapycha kibel. Jakimś cudem w ogniu wydarzeń Mia staje się bardziej przychylna wobec spóźnionej Mirandy, za to Brady jedzie nocować do ojca.


Poznajemy powód, dla którego szef Charlotte zjawił się u Mirandy. Charlotte go zaprosiła, żeby ustawić Carrie z nowym facetem. Carrie nie za bardzo się podoba takie traktowanie, więc nie wydaje się rozczarowana, kiedy wbrew jej oczekiwaniom mężczyzna nie proponuje, że odprowadzi ją do domu.
Gdy goście się rozchodzą przybywa Joy, chociaż nie lubi spotkań z rodzinami. Ma szczęście, bo nikogo już nie ma, ale liczy się gest.


Na koniec widzimy przebitki pokazujące, jak bohaterowie spędzają Święto Dziękczynienia. Carrie chodzi sama po domu po powrocie od Mirandy, kolega gej Charlotte wyjaśnia narzeczonemu, że obawiał się, że partner widzi w nim nową mamę, za co dostaje ciastem w twarz, Rock chce zobaczyć z rodziną swoje zdjęcia z występu, bo wbrew temu, co myślała Charlotte, lubi widzieć siebie w kobiecym stroju jako jedno ze swoich oblicz, w tym przypadku scenicznych, mąż Lisy znowu może cieszyć się ciastem, bo skoro przegrał wybory, nie czuje, że musi ściśle przestrzegać diety, Seema zaskakująco dobrze czuje się z rodziną ogrodnika i nawet smakuje jej bezglutenowe ciasto.


W ostatniej scenie serialu Carrie usuwa epilog, który dopisała do książki na życzenie agentki. Teraz bohaterka jej powieści na koniec jest sama, ale nie samotna, lecz samodzielna.


Mam wrażenie, że zakończenie historii Carrie było dopisane na szybko, bo trzeba było zamknąć serial jakimś przekazem i pokazać siłę bohaterki – co z tego, że problem, który musi przepracować, wygląda na wymyślony w pięć minut, bo goniły terminy.


Lisie układa się z mężem, Seema znalazła faceta i im się układa mimo dzielących ich różnic, Miranda jest z Joy, kolega gej Charlotte też dalej jest ze swoim chłopakiem i wygląda na to, że ma zamiar wziąć z nim ten nieszczęsny ślub. Charlotte po raz… trzeci? Pogodziła się z faktem, że ma niebinarne dziecko, a Harry’emu znowu staje. Bardziej to wygląda jak udany czwartek niż zwieńczenie serialu, który kiedyś tam był ważny i przełomowy.


Jeśli bohaterki kiedyś jeszcze zbiorą się razem, by zażenować nas kolejnymi przygodami na Manhattanie, będę tam i ja. A co mam robić teraz? Nie wiem, może obejrzę w końcu ten prequel o Carrie w liceum.