Nasza uptown girl, Hania, przygotowuje się do ślubu i
właśnie dostała nową pracę, w ramach której musi napisać artykuł o powrocie do
Polski wybitnego choreografa Jana Kettlera, chociaż sama tańca na nie znosi.
Taniec uwielbia za to downtown man, Wojtek – budowlaniec pracujący w firmie
ojca, a po godzinach zapalony tancerz, aktualnie przygotowujący się do castingu
organizowanego przez, zgadliście, Jana Kettlera.
Już na początku filmu dowiadujemy się, że Kettler jest ojcem
Hani. Matka wyjawia bohaterce prawdę i opowiada, że jeszcze przez lata po jej
narodzinach utrzymywała z nim kontakt. Wysyłała mu zdjęcia córki, a on dawał
znać o przebiegu swojej kariery w Nowym Jorku. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego
w takiej sytuacji matka trzymała postać ojca w tajemnicy przed Hanią. Fakt, nie
odwiedził rodziny ani razu i konkursu na ojca roku raczej by nie wygrał, ale
dlaczego choćby nie pokazać córce jego zdjęcia i listów z Ameryki? Może miałoby
to jakieś uzasadnienie fabularne, gdyby widzowie mieli dowiedzieć się prawdy w
finale filmu, ale skoro i tak uzyskujemy tę informację w jednej z pierwszych
scen, to czemu rozegrano to w rodzący tak wiele pytań sposób?
W trakcie występu Wojtka Kettler mówi COŚ asystentce (nie
wiem co, bo jakość nagrania dialogów pozostawia wiele do życzenia), po czym
wstaje i wychodzi. To motywuje Wojtka, by w tańcu pokazać wkurzenie i
przeskoczyć po krzesełkach przez publiczność, skupiając na sobie uwagę
choreografa. Być może taki efekt chciał uzyskać Kettler, może nie podobał mu
się występ Wojtka, a może chciał iść po kawę. Nie wiem, pięć razu przewijałam
tę kwestię dialogową, ale to nic nie dało.
Hania i Wojtek wpadli na siebie kilka razy, ale ich
znajomość na dobre zaczyna się przez to, że Hania założyła kłódkę na swój rower
tak, że unieruchomiła także pojazd Wojtka. Bohaterowie spacerują razem z
rowerami i rozmawiają o tańcu, po czym Wojtek zaprasza Hanię do siebie na
oglądanie starego nagrania z występem Kettlera. W mieszkaniu Wojtka pełno jest
seks-lalek, plakatów i figurek prezentujących pozycje z „Kamasutry” oraz
podobnych bibelotów, jak twierdzi Wojtek należących do jego współlokatora. Na
miejscu Hani bym zwiała, nie zważając na deszcz, ale bohaterka zostaje, by nad
talerzem spaghetti słuchać o geniuszu Kettlera.
Kolejna kwestia rodząca wiele pytań to relacja Hani i jej
narzeczonego. Hania chciałaby uprawiać z nim seks (czy raczej, jak sądzę, po
prostu chciałaby uprawiać seks, a z narzeczonym i tak śpi w jednym łóżku), ale
ten odmawia, ponieważ przysięgali przed księdzem, że rozpoczną współżycie
dopiero po ślubie, przez co bohaterka czuje, że wcale go nie pociąga. Dlaczego
Hania bierze z nim ślub, skoro wcale nie pasuje jej życie w przywiązaniu do
religijnych zasad narzeczonego? Przecież to nie jest coś, czego dowiedziała się
nagle. Dlaczego oni w ogóle są w związku, skoro na ekranie widzimy, że traktują
się w jak obcy ludzie?
Mogę sobie dopisać jakąś historię, że wychowana bez ojca
Hania szukała stabilnej relacji i z tego powodu religijny facet wydał jej się
dobrym wyborem, ale nic w filmie tego nie sugeruje. Narzeczony jest, jaki jest,
bo ma być lamerem, na tle którego Wojtek wypadnie bardziej atrakcyjnie i tyle. Jeszcze
ponarzekam, że mamy zdaje się uważać, że narzeczony Hani jest nieatrakcyjnym,
niemęskim nudziarzem, bo jest dentystą i kocha swojego pieska, jakby lekarz
kochający psy nie był wymarzonym mężem tysięcy kobiet.
Wojtek przechodzi do kolejnego etapu eliminacji do europejskich
mistrzostw tanecznych prowadzonych przez Kettlera, a Hania pisze artykuł o
całym procesie, więc sporo się teraz widują i niewyżyta seksualnie Hania ma
okazję obserwować taniec solo półnagiego Wojtka oraz jego pełne pasji wygibasy
z partnerką taneczną, która jest na Wojtka napalona co najmniej tak samo jak
Hania.
Częścią seksualnego przebudzenia Hani jest zmiana stylu.
Dotychczas ubierała się w business casual, teraz wybrała się do sklepu
lokowanej w sklepie marki i kupiła jakieś zwykłe ciuchy z 2009 roku, ach, do
tego rozpuściła włosy i oczywiście od tego momentu nie widzimy już jej w
okularach. Często takie sceny transformacji są w jakiś sposób narzucane
bohaterkom, dlatego całkiem spoko, że w tym przypadku Hania sama z siebie
stwierdziła, że chce spróbować czegoś nowego, nawet jeśli po raz tysięczny
widzimy na ekranie nadawanie okularom kulturalnego znaczenia, którego nie
powinno się przypisywać żadnej pomocy medycznej.
Na nieszczęście tanecznej partnerki Wojtka
tancerz-budowlaniec przestaje zjawiać się na próbach, bo jego ojciec (od
początku archetypicznie przeciwny artystycznym ambicjom syna) łamie nogę i
teraz już Wojtek nie ma jak urywać się z budowy, musi porzucić taniec. Hania
podpowiada mu, by po godzinach nauczył się układów, które przegapił, i wrócił
do gry. Tanga oczywiście nie zatańczy sam, ale od czego jest Hania. Zamiast jednej
sceny wspólnego tańca dostajemy montaż, z którego dowiadujemy się, że taniec
stał się częścią życia Hani na dobre. Widzimy, jak z radością prasuje,
wykonując taneczne ruchy, i jak pląsa, chodząc po mieście. Poza tym zaczyna
ubierać się w odkrywające więcej skóry ciuchy, bo czuje się bardziej pewna
swojego ciała.
Żebyśmy mieli na co popatrzeć, Hania nierealistycznie szybko
uczy się dobrze tańczyć. Ma to związek z wizją tańca, którą prezentuje nam
film: taniec to wyzwolenie emocji. Bohaterka się wyzwala, więc dobrze tańczy.
Tylko że… no nie wiem. Jak w każdej dziedzinie sztuki bez umiejętności
technicznych raczej wiele się nie osiągnie, takie przedstawianie tańca wydaje
mi się nie fair wobec ludzi, którzy poświęcili lata życia na ćwiczenia. No nic,
czepiam się filmu tanecznego o to, że ludzie w nim dobrze tańczą. Uwierzmy po
prostu, że Hania miała odziedziczony po ojcu wielki uśpiony talent, którego nie
odkryła przez całe życie.
Problemy naszej pary zaczynają się, gdy Hania nie może już
dłużej udawać, że nie ma narzeczonego. Gdy Wojtek dowiaduje się, że Hania jest
zaręczona, dosłownie spada z rowerka, po czym idzie smutno patrzeć na pojazdy
szynowe i mima na peronie. Przez to wszystko zaczyna gorzej tańczyć, aż
naprawdę się wkurza i wtedy znów mu wychodzi i koniec końców to on i jego
partnerka zostają wybrani na reprezentantów Polski w mistrzostwach.
Hani udaje się przeprowadzić wywiad z Kettlerem, podczas
którego szarlotka niczym Proustowska magdalenka przypomina choreografowi o
dawnej narzeczonej, której porzucenie ewidentnie jawi mu się dziś jako błąd, ponadto
w jednej z kolejnych scen Hania znajduje w jego gabinecie swoje zdjęcie z
dzieciństwa. Bohaterka już chce mu powiedzieć, że jest jego córką, i włączyć go
do swojego życia, kiedy partnerka taneczna Wojtka mdleje z powodu
przedawkowania jakichś prochów i Wojtek nie ma już szans na mistrzostwo – na
zawody ma jechać inna para. To sprawia, że Hania stwierdza, że Kettler nie ma
serca i zaczyna mu to publicznie wyrzucać. Mówi mu, że poświęca uczucia ludzi,
tak jak poświęcił ją i jej mamę, po czym odjeżdża autobusem.
Po słowach Hani Kettler doznaje nawrócenia i następnego dnia
(przynajmniej wydaje mi się, że następnego) jedzie po Wojtka do jego rodzinnego
domu. Swoją drogą gdzie on mieszka: z ojcem w domu czy ze współlokatorami w
mieszkaniu? Wojtek weźmie udział w mistrzostwach, tylko z inną partnerką. Nasza
główna para umawia się na spotkanie, ale nie rozmawia, tylko tańczy, bo jakby
porozmawiali, to jeszcze Hania wcześniej odwołałaby ślub i nie byłoby
dramatycznego zakończenia, a do tego dopuścić nie można.
Mistrzostwa i ślub odbywają się tego samego dnia, w tym dniu
ukazuje się również artykuł Hani obnażający Kettlera jako bezdusznego tyrana.
Hania za namową matki w ostatniej chwili zamiast iść na ślub… eee… spaceruje w
sukni ślubnej przez pole, a w tym samym czasie Kettler informuje Wojtka, do
którego kościoła ma biec, niestety kosztem udziału w finale konkursu. Wojtek
zjawia się przed kościołem na czas, by spotkać Hanię na polu. Taksówka przywozi
pod kościół ekipę z konkursu tanecznego i w miejsce wesela nasi bohaterowie robią
sobie imprezę na dachu, na którym Wojtek trenował taniec, zanim zaczęła się ta
cała heca z konkursem. Jak na to reaguje niedoszły pan młody? Nie mamy pojęcia,
jego uczucia tego filmu nie obchodzą.
Zakończenie przynosi kolejne pytania. Kto zapłaci za to
wesele, co się nie odbyło? Naprawdę nie można było odwołać ślubu wcześniej? Od
początku filmu Hania wyraźnie nie chciała go brać. Dałoby się pogodzić zejście
się głównych bohaterów i zwycięstwo Wojtka w mistrzostwach, nie musiałby się go
wyrzekać. Wojtek unika błędu Kettlera, który wyrzekł się miłości dla kariery,
ale ja zostałam z poczuciem, że szkoda mi tego chłopaka, który miał szansę na
ogromny krok naprzód w swojej wymarzonej karierze, a zamiast tego dostał
dziewczynę, która nie odwołała ślubu, bo zamiast się odezwać wolała potańczyć.
Scenariusz robi wrażenie bardzo niedopracowanego. Konflikt
zbudowany jest na siłę, relacja Hani zarówno z ojcem, jak i z narzeczonym jest
napisana w sposób, którego zupełnie nie kupuję, do tego fabułę pchają niezwykle
przypadkowe przypadki, jak przedawkowanie tancerki czy sam fakt, że Hania
dostała za zadanie napisanie artykułu akurat o swoim ojcu. Jest w filmie sporo
scen, które wywołują uniesienie brwi, mam tu na myśli na przykład zobrazowanie
smutku Wojtka postacią mima, spacer Hani przez pole i chyba najbardziej
niezamierzenie śmieszny moment filmu, czyli taniec zamiast rozmowy. Postaci są
kliszowe, a w przypadku dajmy na to narzeczonego Hani aż do bólu papierowe.
Pomijając to wszystko, emancypację seksualno-emocjonalną Hani śledzić można z zainteresowaniem, Wojtek jest sympatycznym facetem i nawet da się tej parze kibicować w przeskakiwaniu kłód rzucanych jej pod nogi przez scenariusz, bo jest jasne, że ci dwoje chcą być razem. Poza tym film ma dużo ładnych ujęć i można sobie popatrzeć na taniec – tyle zalet wystarcza, bym mogła powiedzieć, że nie jest to jakiś koszmarnie zły film. Nie żeby był dobry, ale da się go obejrzeć, czerpiąc z seansu rozrywkę, a po obejrzeniu „Planety singli” dla mnie to już dużo.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz