wtorek, 27 sierpnia 2024

Porady na zdrady (2017)


Przyjaciółki, Kalinę i Fretkę, łączy doświadczenie bycia zdradzoną przez faceta. Przykre przejścia dają im pomysł na biznes – z nienawiści do męskiej niestałości postanawiają zostać testerkami wierności partnerów. Dla fabuły najważniejsze jest to, że Kalina otrzymuje zadanie uwiedzenia Macieja, coacha i pisarza, który zbudował swoją markę na byciu wiernym mężem. Okazuje się, że prawie nim był, ponieważ zdrady małżeńskie rozpoczęła jego żona, która chciała uzyskać od testerek zdjęcia potwierdzające jego niewierność, by wykorzystać je na swoją korzyść podczas procesu rozwodowego, a w relację romantyczną z Kaliną Maciej wszedł, dlatego że jego małżeństwo się rozpadało i rzeczywiście się zakochał, a nie dlatego że kierował się chucią.

Oczywiście gdy nadchodzi obowiązkowy kryzysowy moment komedii romantycznej, Maciej znajduje w mieszkaniu bohaterek zdjęcia swojego pocałunku z Kaliną. Pisarz myśli, że Kalina była z nim tylko z powodu zlecenia, a tymczasem ona naprawdę się zakochała, więc teraz jest jej smutno. Jak zwykle w tego rodzaju filmach wszystko dałoby się wyjaśnić jedną rozmową, ale postaci nie mogą odbyć jej od razu, ponieważ… są w komedii romantycznej i musimy mieć dramę. Na koniec Wojtek i Kalina są razem, pora na scenę po napisach z Karolakiem przebranym za babę.

Mamy jeszcze drugi wątek: Fretka zakochuje się w facecie, który udaje wegańskiego blogera, żeby jej zaimponować. Nagle mają brać ślub, bo ich relacja rozwinęła się w tempie rodem z „the Sims”, lecz ona nie zjawia się w kościele, bo doszła do wniosku, że skoro kłamał o byciu weganinem, to nie jest godzien zaufania. Wniosek jak najbardziej poprawny, niestety pisarz przekonuje ją, że jak na kłamcę jej narzeczony jest uczciwy i do ślubu dochodzi.

Fabuła jest szczątkowa, schematyczna i zwyczajnie pretekstowa, bo cel jest taki, żeby przedstawić kilka, w zamierzeniu zapewne zabawnych, wypowiedzi na temat zdrad i relacji damsko-męskich. Mamy też trochę stereotypów dotyczących pochodzenia: kochanek żony pisarza jako jedyna postać w filmie jest ciemnoskóry, dostajemy też żarty o afgańskich terrorystach. W tle przewija się Karolak w roli mizogina zarabiającego na głupich książkach i bez większych sukcesów uczącego gromadę żałosnych typów, jak niszczyć psychicznie kobiety. Może i dałoby się powiedzieć, że film wyśmiewa tę postać, ale moim zdaniem nabija się z klientów trenujących nienawiść do kobiet pod jego okiem, sam mizogin ma być postacią śmieszną, nie wyśmianą.

No dobra, ale jakie porady na zdrady oferuje nam film? Na początku Kalina i Fretka kierują się wyłącznie gniewem na mężczyzn, widząc ich wszystkich jako niewiernych z natury, z czasem jednak dowiadują się, że kobiety również mogą zdradzać, a faceci mogą być porządni, jak Maciej, który prawie nie zdradzał i… chyba typ, który kłamał w sprawie weganizmu. Przykłady średnio mnie przekonują, ale powiedzmy, że historia jakoś starała się nam pokazać, że narracje pod tytułem „wszyscy faceci/ wszystkie baby zdradzają” nie mają sensu.

Ale co mamy robić, gdy zostaniemy zdradzeni? Maciej, specjalista od wierności, który prawie nie zdradzał żony, mówi, że wybaczyć – zdrada może zdarzyć się każdemu i nie warto marnować reszty życia na gniew. No, nie warto, ale niekoniecznie forsowałabym wyrozumiałość wobec niewiernego byłego jako jedyną drogę do nowego życia.

Tyle mam do powiedzenia. Nie polecam. Nieśmieszne, stereotypowe żarty i niewiele warte porady sprawiają, że ciężko się przez ten film brnie, do tego ani jedna postać nie zyskała mojej sympatii, a wszystkie ledwie miały charakter.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz