Przyjaciółki, Kalinę i Fretkę, łączy doświadczenie bycia
zdradzoną przez faceta. Przykre przejścia dają im pomysł na biznes – z
nienawiści do męskiej niestałości postanawiają zostać testerkami wierności
partnerów. Dla fabuły najważniejsze jest to, że Kalina otrzymuje zadanie
uwiedzenia Macieja, coacha i pisarza, który zbudował swoją markę na byciu
wiernym mężem. Okazuje się, że prawie nim był, ponieważ zdrady małżeńskie
rozpoczęła jego żona, która chciała uzyskać od testerek zdjęcia potwierdzające
jego niewierność, by wykorzystać je na swoją korzyść podczas procesu
rozwodowego, a w relację romantyczną z Kaliną Maciej wszedł, dlatego że jego
małżeństwo się rozpadało i rzeczywiście się zakochał, a nie dlatego że kierował
się chucią.
Oczywiście gdy nadchodzi obowiązkowy kryzysowy moment
komedii romantycznej, Maciej znajduje w mieszkaniu bohaterek zdjęcia swojego
pocałunku z Kaliną. Pisarz myśli, że Kalina była z nim tylko z powodu zlecenia,
a tymczasem ona naprawdę się zakochała, więc teraz jest jej smutno. Jak zwykle
w tego rodzaju filmach wszystko dałoby się wyjaśnić jedną rozmową, ale postaci
nie mogą odbyć jej od razu, ponieważ… są w komedii romantycznej i musimy mieć
dramę. Na koniec Wojtek i Kalina są razem, pora na scenę po napisach z
Karolakiem przebranym za babę.
Mamy jeszcze drugi wątek: Fretka zakochuje się w facecie,
który udaje wegańskiego blogera, żeby jej zaimponować. Nagle mają brać ślub, bo
ich relacja rozwinęła się w tempie rodem z „the Sims”, lecz ona nie zjawia się
w kościele, bo doszła do wniosku, że skoro kłamał o byciu weganinem, to nie
jest godzien zaufania. Wniosek jak najbardziej poprawny, niestety pisarz
przekonuje ją, że jak na kłamcę jej narzeczony jest uczciwy i do ślubu
dochodzi.
Fabuła jest szczątkowa, schematyczna i zwyczajnie
pretekstowa, bo cel jest taki, żeby przedstawić kilka, w zamierzeniu zapewne
zabawnych, wypowiedzi na temat zdrad i relacji damsko-męskich. Mamy też trochę
stereotypów dotyczących pochodzenia: kochanek żony pisarza jako jedyna postać w
filmie jest ciemnoskóry, dostajemy też żarty o afgańskich terrorystach. W tle
przewija się Karolak w roli mizogina zarabiającego na głupich książkach i bez
większych sukcesów uczącego gromadę żałosnych typów, jak niszczyć psychicznie
kobiety. Może i dałoby się powiedzieć, że film wyśmiewa tę postać, ale moim
zdaniem nabija się z klientów trenujących nienawiść do kobiet pod jego okiem,
sam mizogin ma być postacią śmieszną, nie wyśmianą.
No dobra, ale jakie porady na zdrady oferuje nam film? Na
początku Kalina i Fretka kierują się wyłącznie gniewem na mężczyzn, widząc ich
wszystkich jako niewiernych z natury, z czasem jednak dowiadują się, że kobiety
również mogą zdradzać, a faceci mogą być porządni, jak Maciej, który prawie nie
zdradzał i… chyba typ, który kłamał w sprawie weganizmu. Przykłady średnio mnie
przekonują, ale powiedzmy, że historia jakoś starała się nam pokazać, że
narracje pod tytułem „wszyscy faceci/ wszystkie baby zdradzają” nie mają sensu.
Ale co mamy robić, gdy zostaniemy zdradzeni? Maciej,
specjalista od wierności, który prawie nie zdradzał żony, mówi, że wybaczyć –
zdrada może zdarzyć się każdemu i nie warto marnować reszty życia na gniew. No,
nie warto, ale niekoniecznie forsowałabym wyrozumiałość wobec niewiernego
byłego jako jedyną drogę do nowego życia.
Tyle mam do powiedzenia. Nie polecam. Nieśmieszne,
stereotypowe żarty i niewiele warte porady sprawiają, że ciężko się przez ten
film brnie, do tego ani jedna postać nie zyskała mojej sympatii, a wszystkie
ledwie miały charakter.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz